poniedziałek, 23 maja 2016

Javorový Vrch

Czy kondycji stan wzorowy (?) prawdę powie Javorovy:)

Chyba nie tak źle z naszą koedycją skoro szczyt zaliczony.
Wyprawa była przednia, na cztery samochody.
Grupa zorganizowana: liderka grupy czyli moja siostra, podążający za nią mąż, wyprzedzające nas dzieci i psy, oraz para kochających się małżonków.
 A korowód zamykają dwie astmatyczki (w tym ja) i asekurujący nas nasi panowie. Jak by co to jest komu podać inhalator rozkurczowy:)) pierwsza pomoc zawsze na miejscu:))
Jest jeszcze Jacek, dżentelmen dający odczuć, że nigdy nie jesteś ostatnia i na pewno dasz radę.
Spełniał funkcje motywującą:))
Z taką ekipą można maszerować :-)

Trasa zaczyna się dość niewinnie.
Hop... przez mostek i  dalej wzdłuż malowniczego górskiego strumienia. 


 Niestety im dalej tym stromiej się robi


 Piękne widoki rekompensują wysiłek


 Nie siedzimy, to dopiero początek a gdzie do 1032m.n.p.m


 Pierwszy przystanek, co nie którzy muszą się bardziej dotlenić ;((



Nawet młodzież przygasła


Idziemy dalej...



Hura...!!! Już prawie na szczycie


Widok z samego szczytu góry


A tu już nagroda...huśtawka, piękny krajobraz przed nami, zimny browar i my dwie siostry.
Widok z drugiej strony to część naszej pieszej wycieczki.


Piękne widoki dla których jest warto się wdrapać na szczyt Jaworowego.






Samo schronisko bardzo zadbane, czyste z miejscami noclegowymi.
Bardzo dobra, nie droga kuchnia . Tym razem oprócz czosnkóli , jedliśmy haluski z bryndzą i skwarkami...pycha.
Dla mniej wytrwałych w zdobywaniu szczytów jest wyciąg krzesełkowy.
Pięknie tam jest i na pewno jeszcze tam wrócę:))

środa, 11 maja 2016

/WDiC 51/ Serwetek ciąg dalszy

Robótkowo to dziś nic nowego się nie dzierga.
Tak jak tydzień temu dalej serwetki na szydełku.
Lekko się na nie zafiksowałam, i tworzę przeróżne wariacje kolorystyczne.
Stwierdziłam, że mam za dużo nie potrzebnego kordonka, który mi zalega gdzieś po kontach, więc go wyrobię.
A co: od przybytku głowa nie boli:) Obdaruję tymi serwetkami całą rodzinę
Dzisiaj czekoladowo-oliwkowe, będą pasowały do mebli mojej siostry.
Może to przeczytana książka mnie natchnęła do tych podarunków :-)



Nie tak dawno było głośno o filmie Kingi Dębskiej pt. "Moje córki krowy"
Choć bardzo chciałam obejrzeć ten film to niestety gdzieś mi umknął i do tej pory nie miałam okazji go zobaczyć.
Ale przeczytałam książkę i muszę koniecznie zobaczyć ekranizację.
Książka pozwoliła mi się momentami zatrzymać i przemyśleć pewne sprawy. I to jest ogromny plus literatury.
A film (?) Kiedyś na pewno obejrzę, choćby tylko dla obsady i porównania.
Uwielbiam Kuleszę.

ZWIASTUN FILMU


ZWIASTUN FILMU


Sięgając po tę książkę nie za bardzo wiedziałam czego mam się spodziewać.
Bardziej chyba jakiejś lekkiej babskiej literatury, czy też może sarkastyczno-ironicznej komedii.
A tu proszę: pisana prostym, zwięzłym językiem.
Bez patosu opisane niezbyt dobre relacje dwóch sióstr zmagających się  z sobą i na wzajem,  z trudnym momentem w ich życiu. Los przyniósł im chorobę, cierpienie i śmierć rodzica.
W tym trudnym czasie widać jak bardzo siostry różnią  się od siebie i przez to tak bardzo się nie lubią.
Opowieść przedstawiona jest na przemiennie z punktu widzenia obu sióstr. Daje nam to efekt lepszego poznania obu postaci i lepszej konfrontacji tych bohaterek,
Pani Kindze Dębskiej udało się napisać  niesamowitą bombę emocjonalną.
Po przeczytaniu, a może przede wszystkim w trakcie nasuwały mi się przeróżne życiowe przemyślenia. I chyba o to autorce chodziło.
Polecam:))Ewa


wtorek, 10 maja 2016

Syrop z sosny

Wiadomo już od wieków, że to co z natury wyciągniemy to najzdrowsze dla naszego zdrowia i urody.
Co roku staram się zrobić syrop z pędów sosny i uważam go za bardzo przydatny, szczególnie jesieniom przy pierwszych przeziębieniach lub jako dodatek do naleśników, budyniu i kto co tam wymyśli. Rodzina moja go uwielbia


Pędy zbieramy w maju, najlepiej suche i z dala od drogi.
Najlepsze są te z lasu. Leśnicy oczywiście nie kochają zbieraczy, więc trzeba być ostrożnym.
Prawda jest taka, że umiejętne zbieranie nie dewastuje całego drzewa.
Przede wszystkim nie łamiemy drzewek!
Nie obrywamy wszystkich pędów z jednej sosny.
Rwiemy tylko boczne.


Jak przygotowuję ?
Przede wszystkim pędy muszą byś suche.
Przebieram je z nie potrzebnych igieł, tudzież przypadkowych robaczków, które nie fortunnie przybrały się z nami do domu.
Pędy łamię i układam do dużego słoja, zasypuję cukrem w proporcjach 1:1
Ktoś może mi zarzucić: znowu to nie takie zdrowe skoro tyle białego cukru.
Ale przecież nie pijemy syropu szklankami, a w tych aptecznych też jest cukier.


Zazwyczaj zbieram ok. jednego kg. Tyle też daję cukru.
Słój stawiam w słoneczne miejsce na ok. trzy-cztery tygodnie.
Raz na dobę słój powinien być potrząsany żeby cukier się rozpuścił.
Wyprodukowany złoty płyn uszlachetniam dwoma łyżkami spirytusu i przelewam do małych szklanych, wyparzonych butelek, najlepiej po sokach.
Nie pasteryzuję. Cukier i odrobina alkoholu wystarczająco konserwuje syrop.




środa, 4 maja 2016

Czekoladowe serwetki

WDiC .....to już pięćdziesiąty raz jestem z Wami  :)))

Dla odpoczynku od dużych robótek wzięłam się za małe serwetki pod filiżanki.
Zawsze w domu ich mało, a przydatność ogromna.
Bardzo wdzięczny wzór do szydełkowania i w łączeniu kolorów obowiązuje dowolna fantazja.
Wybrałam kolor czekoladowy, bo taki najbardziej pasuje na mój stolik kawowy.







Czytam  w dalszym ciągu "Burzę piaskową" James Rollins  z cyklu: Sigma
Jest to książka dla tych którzy lubią przygody z nutką sensacji i tajemnicy.
Pomimo, że książka napisana jest  w dobrym stylu to jednak gatunek nie do końca przemawia do mojej wyobraźni.
Jednak nie odłożyłam jej na półkę, jak często mi się to zdarza. Jestem już na ostatnich kartkach, więc mogę powiedzieć, że to powieść  z tych lekkich i przyjemnych. 
Dla mnie całkowita odmiana pod względem gatunku. 

Pozdrawiam:))Ewa

środa, 27 kwietnia 2016

Koralowy zwrót głowy

Witajcie moi mili :))

Choć na dworze potwornie zimno i pada to ja humor mam cudowny.
Udało mi się w końcu dokończyć mój sweter w kolorze koralowym.
Na zjęciach kolor jest zbyt wyrazisty, musicie uwierzyć na słowo, że wcale taki wściekły nie jest.
Trwało to trochę, bo więcej czytałam i odnawiałam stare meble. Jak chcecie to zerknijcie tu i tu


Dane techniczne to wzór gładki, ściągacz to warkocze
włóczka: Nako Specjal-nie całe trzy motki, ale z pozostałej dorobię do swetra komin.
Zużyłam też niecały motek melanżu niewiadomego pochodzenia, druty 4,5



Tak się składa, że ostatnio książki kochają mnie bardziej niż druty. Ale to pewno dla tego, że zbyt długo robiłam ten sweter.
Teraz pewnie urodzi się w mojej głowie nowy projekt robótkowy, który pewnie mnie wciągnie bez reszty...ale to później:D
Przeczytałam ostatnio parę książek. O jednych już pisałam, a tych których jeszcze nie przedstawiłam to zrobię teraz.
Po pierwszej części "Czarnego domu" ( tu ) kolej przyszła na drugą pt. "Człowiek z wyspy  Lewis"
Nie zawiodłam się. Kolejna część utrzymana jest na tym samym poziomie.
Do czynienia mamy z nieźle pomyślaną zagadką kryminalną i ze sporą ilością wątków obyczajowo-psychologicznych.
A umiejętność snucia opowieści pozwala wciągnąć nas w klimat zielonej wyspy Lewis i zaprzyjaźnić się z głównymi bohaterami.
Zachęcam do tego cyklu . Ja na pewno sięgnę po trzecią część pt. "Jezioro tajemnic"

Kolejną książką i za razem pierwszą tego autora przeczytałam Nie mów nikomu Harlan Coben
Nie będę się tu zbytnio rozpisywać. Książka mnie trochę rozczarowała.
Mimo licznych pozytywnych komentarzy, ja nie zaliczyłabym jej do bardzo dobrej literatury.
No ...może do dobrego scenariuszu na film sensacyjny, notabene który powstał.
Muszę kiedyś obejrzeć.

Obecnie czytam książkę pt. Burza piaskowa James Rollins .
Powieść z gatunku  tych bardziej sensacyjnych, ale jest też tajemnica z wątkiem kryminalnym ocierająca się o pogranicze prawdy. Trochę wątków historii starożytnej.
Dzieje się wiele i na razie czyta mi się bardzo dobrze.

A co tam u Was słychać na WDiC u Maknety(?) Już klikam na Wasze posty:))
Pozdrawiam:))Ewa

piątek, 22 kwietnia 2016

Pędzlem malowane: stare krzesło


Od dłuższego czasu szukałam starego krzesła do przemalowania.
Potrzebne mi było do siedzenia przy biurku z komputerem. 
O takim właśnie marzyłam, solidnym starym niemieckim krześle.
Jak to moja rodzina mówi: lepsza spalona Niemiecka żarówka, niż działająca Polska (he..he...)
Ma miękkie siedzenie na sprężynach i drewnianą podstawę.
Cieszy moje oko:D





Tak było przed malowaniem i po odnowieniu



Tym razem użyłam innej farby niż kredowa. (tu)
Uznałam, że przy kredowej będzie więcej pracy, a przecierki nie są mi potrzebne.
Znalazłam resztę farby z malowania kaloryfera i uznałam, że się nada.
Jest bezwonna, łatwo się nakłada, szybko wysycha i od razu jest efekt nabłyszczenia.
Po solidnym czyszczeniu krzesła papierem ściernym udało mi się uzyskać gładki efekt, więc i farba dobrze siadała.
Nic to, że się ogromnie napracowałam i tak się bardzo cieszę jak nie jedna kobieta z nowej torebki:))


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Beskid Śląsko-Morawski


W niedzielę zawitaliśmy  w Czeskiej chacie na górze Ostry.

Pochodzi z internetu

Zdjęcie poniżej, zrobione komórka, z boku chaty.
Przy dobrej widoczności można z tego miejsca zobaczyć zarys Tatr.
Mieliśmy to szczęście:))


Schronisko turystyczne położone jest poniżej szczytu  na 954 m. n. p. m.
Szlak niebieski, bardzo łatwy i przyjemny, prowadzi przez malowniczy las z pięknymi widokami Beskidu Śląsko-Morawskiego.
Szczyt góry Ostry położony jest na wysokości 1044 m n.p.m.

Pochodzi z internetu

 Do schroniska schodziliśmy ze szczytu.
Jest jeszcze jedna trasa-rowerowa od drugiej strony, ale tej niestety jeszcze nie poznałam.




Pochodzi z internetu


Oczywiście na samym wierchu, czyli w chacie nagroda przednia-pyszne jedzenie.
Nie drogie w porównaniu z naszymi schroniskami to bajka.
Jedliśmy przepyszną polewkę, czyli zupę czosnkową, zwana też czosnkulą z rozpływającym się serem i grzankami...mniam:))
Oczywiście obowiązkowo czeskie piwo i hranolky czyli frytki.
Widoki piękne, można nocować (19 wolnych pokoi). My nie korzystamy, bo do domu nie całe 30 km. ale kto wie jaki jeszcze wypad zorganizujemy.
Ten najbliższy to chyba na Jaworowy, może z noclegiem.
Nasi panowie już go zdobyli zimą, w nocy z latarkami na głowie. Taki tam męski wypad:D


Żałuję bardzo, że nie wzięłam z sobą aparatu. Zdjęcia, które udało się zrobić pochodzą z trzech różnych telefonów. A pogoda była piękna.... Hej!





środa, 13 kwietnia 2016

/WDiC 48/ Magia książek

Minęło trzy tygodnie, a ja w ciąż dziergam ten sam sweter. W tej dziedzinie nie mam za bardzo co pokazywać.
Skończyłam przód i tył chyba tylko dla tego, że robiłam go na okrągło. Mam takie złudne wrażenie, że jak się robi dwie części razem to szybciej przybywa na drutach.
Teraz jestem na etapie pierwszego rękawa i niestety oba są robione oddzielnie.
Ale za to więcej czytam :-)
Oby dwie książki, które przeczytałam podobno są z gatunku thrillera/kryminału. I owszem pewne elementy wskazywały by na to. Ogólnie rzecz biorąc w sposób bardzo inny od klasycznych kryminałów, czy thrillerów.
I choć pierwsza zaczyna się od trupa, a w drugiej ginie dziecko to obie te powieści mają więcej z literatury obyczajowo-psychologicznej.

"Czarny dom" Peter May z cyklu: Wyspa Lewis (tom 1) to doskonałe połączenie wątku psychologiczno-obyczajowego ze znakomitą kreacją bohaterów i splotem tajemnic z przeszłości i teraźniejszości.
Połączenie teraźniejszości z retrospekcją tworzy znakomitą fabułę w jedną całość. Przez to powieść jest zaskakująca i świetnie napisana, przenosi nas w piękne zielone miejsca wyspy Lewis w Szkocji.
Mieszanka ta powinna przypaść do gustu tym bardziej i mniej wymagającym czytelnikom.
"Czarny dom" jest pierwszą książką z cyklu i bardzo dobrą zapowiedzią kolejnych części.



"Dziewięć dni" Gilly Macmillan czyta się szybko, ale na pewno nie z przyjemnością , tylko ze względu na ciężki temat jakim jest zaginięcie ośmioletniego syna na oczach matki.
Tytuł nie jest thrillerem, ani kryminałem. To książka o zdarzeniu, które mogło mieć miejsce w rzeczywistości. I przez to wydaje się  tak bardzo realistyczna.
Mocno emocjonalna z aspektami psychologicznymi,specyficzna i trudna w odbiorze emocjonalnym.
Każda postać ma mocno określony portret psychologiczny, co jest wielkim plusem tej powieści.

Trauma jaką przechodzi matka  jest czymś wstrząsającym, a czytając o tym dla mnie momentami była nie do ogarnięcia. 
A jednak książka, dosłownie: przykuła mnie do fotela na cały dzień. Nie mogłam się od niej oderwać puki nie przeczytałam ostatniej kartki.

Bardzo udany debiut. 
Dla mnie wyjątkowa, bo inna od innych i na pewno zostanie w mojej pamięci na długi czas.
Dołączam recenzje z kanału Esy: 


Piękna jest magia książek, szczególnie tych które pochłaniają nas bez reszty.
Śmiało mogę powiedzieć, że te dwie takowymi były:))Polecam Ewa:))


wtorek, 5 kwietnia 2016

Malowany mebel

Człowiek ma taką naturę, że co chwile potrzebuje zmieniać coś w swoim otoczeniu.
(Bynajmniej ja tak mam i często kombinuję co by tu zmienić)
Nie lubimy bowiem stałości, gdy nachodzi więc nas potrzeba zmian, najczęściej dotyka ona naszego mieszkania, wnętrza, w którym spędzamy większość czasu.
Nie zawsze jest jednak tak, że wystarczy nam zmiana ustawienia mebli - czasem potrzebujemy czegoś innego. Wtedy dobrym rozwiązaniem jest poznanie tajników malowania mebli, bowiem wystarczy farba, by całe wnętrze wyglądało jak nowe.


Malowanie mebli nie jest takie trudne - po prostu większość osób nie ma w sobie wystarczająco odwagi i dlatego nie jest to popularne.
Przed malowaniem miałam dużo wątpliwości, bo moja wiedza sięgała tylko tego co znalazłam w internecie.
Jak na pierwszy raz to chyba udało mi się sprostać zadaniu.
Bojąc się zaryzykować często tracimy szansę na niepowtarzalne wnętrze. Warto więc próbować - kto wie, może efekt przerośnie nasze oczekiwania?
Ja w każdym razie jestem zadowolona:))



Tak wygląda w swoim docelowym miejscu.
Brakuje jej jeszcze koszy, które będą wsunięte w półki.
Niestety musiałam je zamówić na wymiar, więc czekam...



Trochę spraw technicznych:
                                                    -stara pólka 
                                                    -woda z mydłem
                                                    -farba kredowa 
                                                    -gąbka do robienia przecierek
                                                    -wosk  
                                                    -cierpliwość i chęci


Wosk i farbę kupowałam na allegro tu
 W między czasie...metamorfoza szkatułki.







czwartek, 31 marca 2016

/WDiC 47/ Dzień z pędzlem


Dosłownie mam dzisiaj dzień malowania i tak bardzo mnie to cieszy, że szybko jeszcze mokrym  rękodziełem chce się z Wami podzielić.


Pomysł urodził się już dość dawno, przy remoncie pokoju.
Ze starych mebli została mi mała półka, którą zostawiłam i to od niej zaczęło się malowanie.
Ale o tym będzie jak już ją wykończę w całości.
Na razie stoi i schnie po drugim malowaniu.


W między czasie przemalowałam dwie stare szkatułki.


 Nie mogę się powstrzymać, przemalowałabym dzisiaj wszystko.


Na razie dam sobie spokój, poczytam trochę.
Kończę czytać drugą część  Trzy odbicia w lustrze Zborowskiego i tak jak w zeszłym tygodniu dziergam sweter koralowy (tu)



sobota, 26 marca 2016

Wesołych Świąt




                        Życzę Wam zdrowych, wesołych Świąt Wielkanocnych.

                           Radości z dziergania i pięknej książki do czytania.

                  A w poniedziałek słońca za oknem i mokrego śmigusu dyngusu.


Pozdrawiam:))Ewa


środa, 23 marca 2016

/WDiC 46/ Saga rodzinna i zalążek projektu swetrzanego

Witam w środku Wielkiego Tygodnia:))

Wielkimi krokami zbliżamy się do Świąt Wielkiej Nocy i tak mocno wyczekiwanej wiosny.
U mnie porządki zrobione, mogę się oddać planowaniu meni na świąteczny stół, a nie będzie szału w tym roku, bo rodzina dopiero zjedzie się w lany poniedziałek.
Tym razem to my będziemy się gościć u innych.
Ozdób, specjalnie nie robię-starczy bukiet świeżych kwiatów i świąteczny obrus.
Nie przepadam za tymi kiczowatymi plastikowymi, czy też z papieru dekoracjami.
Co innego jak się ma dzieci to zawsze mobilizuje do strojenia i obwieszania jajkami mieszkania.
Wiem:już to przeszłam, ale myślę: gdyby, były wnuki, tak choć jeden to zwariowałabym i mieszkanie byłoby we wszystkich odcieniach zieleni i żółtka-oczywiście.

Tym czasem mogę się oddać w całości czytaniu i oczywiście robótką na drutach.




Dzisiaj polecam Wam sagę rodzinną Zbigniewa Zborowskiego w dwóch częściach.
Pierwsza to "Trzy odbicia w lustrze"
Trzy pokolenia kobiet. Pierwsza Zosia, która jest jakby bohaterką przewodnią. Poznajemy ją jako młodą studentkę, która wyjeżdża na Kresy by zostać nauczycielką w pewnym majątku ziemskim.
Wszystko się jednak zmienia, gdy wybucha II Wojna Światowa .
Dalsze losy Zosi i jej córki oraz wnuczki przewijają się w czasie historii współczesnej.
Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych książek, które miałam okazje czytać w tym roku.
Świetna książka! Czyta się ją z zapartym tchem .
Gdyby wszystkie sagi były napisane w takim stylu jakim dysponuje Zygmunt Zborowski, to bez wątpienia gatunek ten stałby się jednym z najczęściej wybieranych prze ze mnie pozycji literackich.
Polecam...i niemogę się doczekać drugiej części "Pąki lodowych róż"




A na druty wskoczył sweter własnego pomysłu, w dziwnym kolorze: koralowym, wykończony lekkim melanżem.
Pewno nie raz będę go pokazywać, więc puki co to nie ma co więcej o nim się rozpisywać.
Chyba tylko tyle, że dzierga mi się bardzo sympatycznie, ale Was dziewiarki nie muszę o tym przekonywać.

Pozdrawiam:))Ewa


środa, 16 marca 2016

/WDiC 45/ Czystek źródło zdrowia

Witam:)
Na szydełku cały czas ten sam wzór z motywem gerbery.
Na zdjęciu jeszcze nie jest pokazany bieżnik w całości, ale zostały mi do dorobienia tylko cztery elementy.
Myślę, że na święta zabłyśnie na stole.






Chcę się dzisiaj podzielić śródziemnomorskim cudem natury, czyli czystkiem.
Swego czasu bardzo głośno się zrobiło wokół tego zioła i pewno  wielu z Was zna lub słyszało o nim.
Nie będę się rozpisywać o jego właściwościach, bo te informacje znajdziecie w  sieci.
Zainteresowanym polecam książkę i strony, w których ja szperałam.
http://www.zfilizankakawy.pl/2015/02/efekty-picia-czystka-poroczna-terapia.html
http://www.akademiawitalnosci.pl/10-powodow-dla-ktorych-warto-pic-herbatke-z-czystka/

Czystek zastąpił mi herbatę. Jest bardzo dobry w smaku, łagodny z dodatkiem miodu lub soku z żurawiny...wyśmienity.
Piję go dopiero trzeci miesiąc i czego jestem pewna to: pomógł mi uregulować przemianę materii (po prostu wypróżnień), wspomógł przy infekcji wirusowej (obyło się bez gorączki), myślę,że w krążeniu też mi się poprawiło (zmniejszyło mi się uczucie ciężkich nóg) 
Ogólnie jest to zioło które nie wyleczy ale na pewno wspomoże w wielu dolegliwościach.
Jestem zwolenniczką zastosowania zielarstwa w chorobach i profilaktycznie, dla tego niezmiernie cieszy mnie to ziółko. 





A beletrystyczne zaczęłam czytać  książkę pt."Trzy odbicia w lustrze" Zbigniewa Zborowskiego.
Ale o tym w następnym poście:))
Pozdrawiam:))Ewa


środa, 2 marca 2016

/WDiC 44/ Palmy i gerbery...

:) Witam  w kolejną środę u Maknety.
Dzisiaj opowiem tak szybciutko o książce i kolejnym bieżniku z elementów przypominających kwiaty gerbery.


Książka to "Palmy na śniegu" hiszpańskiej autorki Luz Gabas.
Pozycja czytelnicza ukazała się na rynku już trzy lata temu.
Napisana z rozmachem powieść obyczajowo-historyczna, w której akcja biegnie dwutorowo.
Czas współczesny i ten sprzed kilku dziesięcioleci.
Oprócz wątków obyczajowych autorka zwraca uwagę na złożony problem z kolonizacją Afryki, które nawet w XX wieku były nie do pokonania.
"Palmy na śniegu" to wzruszająca i piękna opowieść o kontrastach, winach, grzechu i miłości, przyjaźni, odpowiedzialności i wielkiej tęsknocie za utraconym światem.

Polecam z czystym sumienie wszystkim, którzy chcą na wiele godzin odpłynąć na niezapomnianą pełną wrażeń wyprawę do serca afrykańskiej ziemi, wprost na plantację kakao.
Zanurzyć się w opisy barwnej afrykańskiej przyrody, smaków, zapachów i obyczajów z niesamowitą miłością w tle.



Tym czasem połknęłam bakcyla szydełkowego i tworzę następny bieżnik przypominający mi kwiaty ulubionych gerberów .
W całości ma wyjść taki jak poniżej na zdjęciu.

zdjęcie pochodzi z internetu
Mnie, podoba się bardzo.
Może komuś też się spodobają gerbery i zechce zemną dziergać ?






środa, 24 lutego 2016

/WDiC 43/ Strach się bać Stephen King po raz pierwszy

Witam i spieszę z raportem:D

Tydzień temu nie było mnie na WDiC, bo też nic szczególnego się nie działo.
Dziergałam spokojnie ten sam bieżnik z elementów i zmagałam się z paroma książkami.
Po skończeniu bieżnika dorobiłam jeszcze taką samą serwetkę do kompletu na komodę.




Jak pech, to pech...czytelniczy mnie ogarnął.
Najpierw "Sedinum" . Książka ta niestety mnie pokonała.
Porównywana jest do twórczości Dana Browna i coś w tym jest, że książka w połowie mnie znużyła.
Kodem Leonarda da Vinci, też się nie zachwyciłam i mimo moich parokrotnych podejść do filmu zawsze zasypiałam.
To tyle z porównania.
Sama nie wiem, czym się kierowałam przy wyborze "Sedinum" (?)może szybszej, wartkiej akcji(?)
Dostałam nudne opisy  topografii miasta  i masę przytłaczającej historii Pomorza, ponadto niektóre wątki nie były zbyt przekonywająco wytłumaczone.
Kolokwialnie mówiąc: taki zamulacz, tajemnica jest ale gubi się w gąszczu niepotrzebnych opisów.

Następna pozycja wpadła w moje ręce  zupełnie przypadkowo.
"Mroczna połowa" -myślę sobie: może warto, King mistrzem gatunku przecież jest.
 I, jakże ogromne rozczarowanie mnie spotkało:((wielkie:(((

 Z góry przepraszam tych którzy uwielbiają Stephena Kinga.
Jednak nie mogłam się powstrzymać od małej dygresji.
Prócz paru ekranizacji i to nie wszystkich dobrych, nie znam twórczości literackiej Kinga, ale śmiem twierdzić, że porównanie do innych książek podobnego gatunku ma spore.
„Mroczna połowa” jest pierwszą książką jaką przeczytałam i zawiodłam się , bardzo się zawiodłam.

Książka była nudna i przewidująca, nie było napięcia, ani dreszczyku.
Postacie były takie sobie. Ani to kryminał, ani horror
Wpędziłam się w przysłowiowe "maliny"
Wiem, że King ma wielu fascynatów i chyba tylko fascynatów, bo tylko oni doszukają się w tej powieści wątków osobistych autora.
Spory kawałek autor poświęca na wzmianki o walce z alkoholizmem, frustracji związanej z niemocą twórczą oraz wrażliwością artysty.

Nie rozumiem jak ktoś o tak wielkiej popularności może napisać taki gniot.
Nasuwa mi się tylko jedna myśl: marketing żerujący na nazwisku i łatwa kasa.

Wśród twórczości na pewno znajdzie się jakiś przyzwoity tytuł np. "Zielona Mila" której ekranizacje widziałam parokrotnie i bardzo mi się podoba.
Myślę, że książka musi być znakomita, może kiedyś przeczytam.
Póki co w wyborze tytułów będę ostrożniejsza.




Dzisiaj zaczęłam czytać "Dziady"Pawła Goźlińskiego.
To dopiero petarda, w życiu nie czytałam tak pokręconego kryminału !!!
Dość irytująca, a za razem śmieszna ta książka. Ironia w stylu Kac Wawa.
Nic więcej o niej nie napiszę, na razie ...
Odsyłam Was na stronę Lubimy Czytać i na blog Jarosława Czechowicza świetna recenzja-polecam.



Kończę zdjęciem, chciałabym napisać: bieżnika, ale tak na prawdę to ogromnie cieszę się z mojego nowego nabytku jakim jest podstawa starej maszyny Singera.
Bardzo długo o niej marzyłam i w końcu mam! Ogromnie mnie cieszy:D
Stoi na niej monitor, klawiatura, a obok komputer i to stąd do Was piszę.
Pozdrawiam:))Ewa



środa, 10 lutego 2016

/WDiC 42/ Bieżnik

:-) Witam w ten bardzo ponury dzień.
    U mnie pada śnieg na przemian z deszczem i wieje wiatr....ble,ble,ble...:-(
Ale co tam, ja to nawet taką pogodę lubię, pod warunkiem, że nie muszę wyjść z domu.
A to nie zawsze się udaje:(
W taki dzień uwielbiam się zatopić z książką i robótką w ręku. Sama przyjemność...
Do rzeczy: dzisiaj dzień WDiC z Maknetą i z Wami.
Skończyłam fioletowy sweter, ale niestety nie mam jeszcze gotowych zdjęć do pokazania, bo aura mi nie sprzyja, może niebawem...
Kończąc ten sweter bardzo tęskniłam za szydełkiem, dlatego tak mi to mozolnie szło.
Na razie mówię drutom: nie i postanowiłam odnowić znajomość z kordonkiem.
Poszperałam u nie których z Was i na blogu Babuchowe robótki znalazłam taki oto wzór na bieżnik
Wczoraj z wielką przyjemnością zasiadłam do dziergania.



W między czasie czytam "Sedinum" Leszka Hermana
Ta tajemnicza książka zaczyna się od częściowego zawalenia się biurowca.
Katastrofa odsłania, nieznane nikomu podziemia, w których, zdumionym oczom odkrywców ukazuje się wrak, niemieckiej ciężarówki, z trupem za kierownicą, a na pace zaś sarkofag.
Od tego momentu, wszystkie wydarzenia nabierają takiego tempa, że nie można się za bardzo oderwać od czytanych kartek.
Notabene, ostatnimi czasy media huczały o znalezionych podziemiach kryjących tajemniczy pociąg.
Myślę, że książka wpisuje się w czas obecny.
Książki jeszcze nie przeczytałam do końca ale wydaje mi się niezwykle ciekawą i zajmującą lekturą.