**************************

**************************

środa, 12 kwietnia 2017

Przedświątecznie, kolorowo...


Witam Was w ten przedświąteczny czas:))

Z pewnością macie już plan  ułożony na te przed ostatnie dni świąt(?)
U mnie jak u dobrego menadżera, skrupulatnie krok po kroku wykonuję plan:-dzisiaj okna jutro zakupy...:)
Logistycznie wszystko zaplanowane.
Na koniec został mi tylko fryzjer, bo czubek włosów biały. Wygląda jakbym sufit malowała:D
               

Melanżowy sweter ukończony z efektem dużego zadowolenia. Boję się tylko co będzie po praniu, bo to dwie inne nitki łączone-wełna z domieszką i akryl. Grubasek z niego wyszedł, wody będzie ciągnął, a jak wy-wiruję to pewno rękawy do kolan będą:D
Ogólne zużycie to: pięć motków Drops Fabel nr 677 w motku 50g. i pięć motków czarnej nr 999 Madame Tricote elysee laine
Druty grube, nie pamiętam:-numeracja się zatarła.


Do czytania jeśli ktoś z Was lubi śledzić losy ludzi z okresu międzywojennego to polecam cykl: Zemsta i przebaczenie Joanny Jax
Na prawdę, książka-rewelacja. 
Napisana jest na bardzo dobrym poziomie, chyba do tej pory nie czytałam nic lepszego w tej grupie tematycznej.
Wartka akcja, skomplikowane sprawy, okrucieństwo wojny, bardzo dobrze nakreśleni bohaterowie...czyta się na jednym wdechu. 
Dodam jeszcze, że mało kiedy zdarza mi się przeczytać lepszą część drugą od pierwszej.
Z niecierpliwością czekam i żałuję, że nie ma jeszcze dostępu do trzeciej części.



       Życzę Wam zdrowych, wesołych Świąt Wielkanocnych.

        Radości z dziergania i pięknej książki do czytania.

      A w poniedziałek słońca za oknem i mokrego śmigusu dyngusu.


 Pozdrawiam:)Ewa


środa, 5 kwietnia 2017

Nie taki diabeł straszny, jak go malują...


Spotkanie z Maknetą .
Moje już siedemdziesiąte pierwsze, jak dzielę się z Wami książkami i chwale udziergami:)
Dziś mniej o dzierganiu, a więcej o czytaniu w samym słowa znaczeniu.
Nowy sweter melanżowy na razie czeka na fotki, a z tym wiadomo jak jest...
Pochwalę się w najbliższym czasie.
Ale w końcu zaczęłam dawno obiecywany pokrowiec na mój czytnik.
Obrałam dla niego dość mozolny w tworzeniu, ale za to bardzo efektowny w formie splot tunezyjski.
Jak dla mnie w sam raz na tego typu dziergawki,  jak: pokrowce, czy też inne użytkowe kosze.

 Ubranko na czytnik w wersji roboczej


Czytelniczo zachęcam do przeczytania bardzo fajnej książki Był sobie pies W.B. Camerona
Gdy tylko o niej usłyszałam nie mogłam się doczekać jej premiery.
Równocześnie z książką na duże ekrany wchodziła ekranizacja. Trochę za szybko jak dla mnie.
Książka rekomendowana przez portale, jakby to jakaś bomba emocjonalna była, co za tym idzie morze wylanych łez.
Myślę sobie:-do kina nie pójdę, znam siebie i co jak co ale na los zwierząt jestem bardzo wyczulona i obciach byłoby tak chlipać publicznie;)
Poczekam na e-booka. Niestety, gdy tylko go zdobyłam w formie PDF ni jak nie chciał się otworzyć na moim czytniku.
Będąc kompletnym laikiem w rozpoznawaniu programów do czytania błądziłam w temacie.
Wiem, że wielu boryka się z odczytem tekstu e-booków. Główny problem to ustawienie czcionki.
Dla tych z sokolim wzrokiem czytanie na  smartfonie to nie problem i każdy PDF się otwiera w programie adobe reader (lepszego nie znam) ale mój czytnik to nie smartfon i tekst płynnie się nie przesuwa, a w trybie rozpływu nie zawsze się otwiera.
W końcu metodą dedukcji i podpowiedzi rodziny doszłam do tego, że można skonwertować  PDF na inny program odczytu- DOC lub DOCX. Ten drugi moim zdaniem jeszcze lepszy.
Po okiełznaniu urządzenia jakim jest czytnik e-booków niczym przysłowiowego diabła na płótnie moje możliwości się powiększyły i horyzont nagle stał się szerszy:D
Książek przybyło...

Jeśli macie podobne problemy, a Wasz czytnik posiada program DOC lub DOCX odsyłam do strony tu i tu


W między czasie nie wytrzymałam i książkę nabyłam w formie audiobooka.
Był sobie pies to cudownie ciepła  opowieść o magii sensu życia. To książka dla wszystkich dorosłych i dla dzieci w każdym wieku.
Wcale nie taka straszna jak mi się na początku wydawała, że ronić będę łzy co stronę. Owszem łza się zakręciła ale czytając ostatnie zdanie wiem, że miała ogromny sens.
Nie zdradzę o co chodzi, przeczytajcie-niesamowicie relaksująca lektura!
Polecam w każdej formie odbioru:))

:))Ewa

środa, 29 marca 2017

Wiosenne promyki słońca




Witam serdecznie:))
Och!...Jest super ciepło, wiosna na reszcie pokazała swoją ciepłą stronę. Od trzech dni ogrzewa nasze polsko-czeskie strony.
Stoję na moście łączącym dwa kraje, gdzie kultury się mieszają, a wspólny sport-park pozwala na wzajemne spotkania.
Nawet, gdy każdy mówi w swoim ojczystym języku to i tak wzajemnie się rozumiemy:)

A u Was:-wiosna się rozgościła, czy może dopiero nie śmiało zagląda?
























Sweter zaczęłam robić z początkiem lutego. Trochę mnie zmęczył, bo niestety często prułam przód. Ale tak to jest, gdy robi się na tak zwane oko, a wzór i forma nie pozwalała mi na konkretne przymiarki.
Tu przydałby się manekin, może kiedyś kupię...
Najpierw czekałam dnia zakończenia, a potem na odpowiednią pogodę na zdjęcia.
Jak to pierwsze było uzależnione wyłącznie ode mnie, to na pogodę niestety nie miałam wpływu co opóźniało zrobienie fotek.
Dzień, w którym sweter spadł z drutów to moment mojej ulgi i satysfakcji. Sweter tak mocno mi przypadł do do gustu, że nie mogę się z nim rozstać. Zresztą nie tylko mnie, bo i największemu mojemu krytykowi- czyli córce:D




Obecnie dziergam w dalszym ciągu melanżowy sweter, słucham audiobooka Był sobie pies W.Bruce Camerona i czytam-raczej zatrzymałam się w połowie  pierwszej części Zemsta i przebaczenie Joanny Jax. Uznałam, że perypetie dwóch kobiet żyjących w czasie międzywojennym to za duży przepych w temacie. Tym bardziej, że na ekrany wszedł serial pt. Wojenne dziewczyny.
A co przeczytałam?
Na reiście w całości książkę S.Kinga Przebudzenie
Po paru nie udanych książkach np. moja przed ostatnia czytana "Mroczna połowa" okazała się dla mnie kompletną klapą i gniotem w jednym. Pamiętam moje oburzenie.
I to w cale nie chodziło o metafizyczny temat, bo wiadomo chyba wszystkim o tym, że autor bazuje na pograniczu historii nadprzyrodzonych. Ale o infantylność w słowie, powieść podana w sposób irytujący w ręcz idiotyczny.
Dobra:-myślę sobie, przecież King to mistrz w swoim gatunku. Dam sobie jeszcze jedną szansę.
Tak sięgnęłam po Przebudzenie i krótko:-dla mnie historia na pograniczu życia i śmierci nie w moim stylu, ale w jakiej formie podana...z całym szacunkiem dla autora.
W prosty bardzo komunikatywny język wplecione przemyślenia bohatera, a raczej dwóch bohaterów dające wiele do przemyślenia na temat wiary, człowieczeństwa, moralności.
Po mimo dziwnej i mało prawdopodobnej historii warto książkę przeczytać. Im więcej o niej myślę, tym bardziej doceniam i polecam.
Ciekawa jestem Waszych opinii, doświadczeń z literaturą Kinga.
Pozdrawiam fanów autora. Pewno mnie nie lubią;D


Dane techniczne: włóczka szara-nie pamiętam jaka, bo ze sprutego swetra. Na pewno wełna, bo gryzie.
Brąz to Drops alpaca  0601 100g.
Bordowy i niebieski to Drops alpaca mix 3969 i 7240 50g. 

Pozdrawiam:)Ewa





środa, 15 marca 2017

Czarny koniec

Witam:))
Dawno nic już nie skrobnęłam, a powód jeden: więcej czytam niż efektywnie dziergam.
Za mną wiele prób z włóczką. A wszystko przez promocje na Fabel Dropsa.
Zachwyciłam się melanżem i jak łysy na grzebień pośpiesznie kupiłam kolor, można rzec dość mocno intensywny w barwach turkusu z domieszką zieleni.
Tak uradowana narzucam tę włóczkę cud i...nic nie wychodzi tak jak plan mój przewidywał.
Wiem już: swetra nie będzie, bo jakiś plamiasty mi wychodzi.
Co teraz? Myślę...zirytowana:- będzie kolejny szal na szydełku.
To nic że zima się skończyła i kolor do żadnej kurtki nie pasuje.
Myślę dalej:- córce się spodoba, długi szal tak jak lubi. A ona mi na to, że nie chce w mieście świecić:(
Ręce załamuję nad różnymi próbami: raz na szydełku, to znów na drutach
-przecież z tak dużej ilości włóczki nie narobię skarpetek! Musiałaby cała rodzina w takich samych chodzić!
Jednym słowem:-wsadziłam się na minę.
Jednak, w życiu czasem jak na wojnie i nową strategię trzeba opracować.
Ostateczną bronią okazała się nić: czarna
Starczyło ją wrobić i już efekt robi wrażenie. Bynajmniej nie po oczach, kolor zdecydowanie przygasł.
Osiągając stan nirwany prawie zmierzam ku końcowi dziergania. Jeszcze tylko rękawy i drobne wykończenie i jest... mój:D



Blackout to książka z tych co bardzo źle mi się ocenia. Znacie to uczucie(?)coś jakby na pograniczu fascynacji, a jednak to nie to
Nie mogę powiedzieć, że to zła książka jednak mnie znużyła i niestety nie przeczytałam jej do końca:(
Mimo wszystko piszę o niej, bo warta jest zapoznania:
Skąd się bierze prąd?
Powiecie: z gniazdka...
Czy zastanawialiście się jakie konsekwencje mogły dotknąć nas w obliczu awarii globalnej??
Wyobraźcie sobie choćby jedną dobę...ba parę dni bez energii i to w całej Europie...
Co z nami ludźmi: chorymi,starszymi,dziećmi w inkubatorach, fermami: tysiącami zwierząt czekających na oporządzenie, żywnością:nabiał, mięso itd...
Czym zostaniemy w obliczu zagrożenia życia:człowiekiem czy może już drapieżcą?
O tym chciałam czytać, bynajmniej miałam takie wyobrażenie fascynujących emocji na miarę Hitchcocka.
Thrillera w thrillerze było bardzo mało, wątek sensacyjny w ogóle nie trzymał napięcia.
Więc o czym książka?
Po pierwsze: dane techniczne zaczynając od licznika elektrycznego po komputery, serwery, elektrownie: zwał jak zwał wielu czynników wpływających na dostarczenie energii elektrycznej przeciętnemu Nowakowi.
Po drugie: spotkania i jeszcze raz spotkania na forum między narodowym w obliczu kryzysu zagłady.
Notabene ciągnące się w nie skończoność debaty z niewielkimi wnioskami w przyszłość.
Na tej płaszczyźnie autorowi udało się złapać klimat. Prym"rozwiązania" problemu wiedzie Kanclerz Niemiec, oraz Komisja Europejska w Brukseli.
Po trzecie: wspomniany wątek sensacyjny, a raczej jego naiwny scenariusz samotnego hakera ratującego świat od zagłady. Hmm...słabo
Aspekt socjologiczno społeczny musisz sobie czytelniku sam wyobrazić, bo autor tylko przemyca w gąszczu przepisów i paragrafów ogrom tragedii ludzkiej.

Podsumowując mój wpis kolorem:-jak czarny scenariusz książki nie przypadł mi do gustu, tak czarna nić zrobiła wiele.


 Pozdrawiam:)Ewa

piątek, 17 lutego 2017

Och! Już czwartek...


Witam serdecznie:)

Za bardzo nie mam co pokazać, bo robótkowo jestem dokładnie w ty samym miejscu co tydzień temu.
A wszystkiemu winien prezent, który dostałam na urodziny: wymarzony czytnik e-booków.
Ponad dwa lata zbierałam książki elektroniczne: widząc to moja rodzina ulitowała się nade mną i sprezentowała mi to zacne urządzenie.
Tak bardzo się cieszę, że najlepiej zamieściłabym tu same zdjęcia PocketBooka . Urządzenie rewelacyjne, choć książki papierowej z pewnością nie wyprze.
Jak przejdzie mi już ten bumm zachwytu to pewnie zatęsknię do przyjemności trzymania i dotykania książki:)
W tej chwili pochłaniam książkę za książką, wybieram, przebieram, czytam wyrywkowo i w ogóle zachowuję się jakbym na głodzie jakimś była. Wszystkie książki na raz bym chciała pochłonąć
Jasne:-rzecz nie możliwa



W tą przebrzydłą pogodę, która u mnie za oknem proponuję polskich autorów: Albenę Grabowską i cykl: Alicja w krainie czasów  oraz moje pierwsze i nie ostatnie spotkanie z Anną Sakowicz Szepty dzieciństwa



Okładka piękna ale nich Was nie zwiedzie, bowiem dawno nie czytałam  tak realistycznej książki obyczajowej.
"Szepty dzieciństwa" Anny Sakowicz  to historia o ludziach, którzy być może mieszkają za Twoją ścianą.
Książka o zwykłych marzeniach przeciętnego Polaka.
Godnym życiu i pułapkach jakie niosą za sobą takie pragnienia.
O egzystencji człowieka szeroko rozumianej wolności wyborów.
Polecam ksążkę z czystym sumieniem każdemu kto szuka literatury lekkiej w odbiorze, ale nie infantylnej.
Bowiem język literacki jest bardzo czytelny, a główna bohaterka bardzo dobrze nakreślona humorem przeplatanym dramatyczną prozą życia.





                                                                                                                                              Pozdrawiam:))Ewa

środa, 8 lutego 2017

Merle i Ted

Na zdjęciu autor i bohater książki

zdjęcie pochodzi z internetu

O miłości do psa można byłoby pisać wiele. I to wiedzą przede wszystkim posiadacze czworonogów.
Niestety nie mam takiego talentu literackiego, więc odwołuję się do autobiografii Teda Karesote.
Tu znajdziecie wachlarz wiedzy i emocji.  
Warto poznać historię tej pięknej, mądrej przyjaźni między człowiekiem i psem.
Bowiem taka złączyła Teda-człowieka i psa Merle


 
zdjęcie pochodzi z internetu


Zadawaliście sobie może kiedyś pytanie:-czy jest to możliwe żeby pies i człowiek żyli na równej płaszczyźnie bez dominacji jednego nad drugim?
Od razu powiecie, że to dziwnie retoryczne pytanie, bowiem człowiek zawsze był panem swojego psa. Z reguły czego nie rozumiemy zakładamy, że tak musi być i basta. Przeczytajcie, a może zmienicie zdanie.
Książka nie jest poradnikiem ale pozwoli zrozumieć pytania odnośne przyczyn zachowania psiej natury.

Znakomitą książkę Teda Kerasote pt. Życie z Merlem  polecam ludziom, którzy są przed kupnem pierwszego psa w życiu.
Dla sfrustrowanych wychowaniem właścicieli psów i tych szczęśliwców, którzy żyją w pełnej symbiozie ze swoim przyjacielem psem.

Pierwsza grupa żeby uświadomiła sobie, że bycie właścicielem psa to nie kaprys.
Słodkie marzenia podszyte instynktem opiekuńczym o pluszaku  mogą się minąć z rzeczywistością, a w tedy pierwszy krok do nieszczęścia.

Druga grupa niezaprzeczalne kochająca swoich pupilków, czasem nie radząca sobie z wychowaniem, a tylko dla tego, że traktuje psy jak swoje dzieci. Zaborczo i nadopiekuńczo.
I tu wielki błąd, bo i dziecku trzeba dać swobodę do lepszego rozwoju.
Hm...(?)
-Jak zostaniesz kiedyś rodzicem to zrozumiesz ile mnie kosztuje nerwów Twoje wychowanie.
Ile razy słyszeliście ten tekst, a ile razy sami wypowiedzieliście te słowa? Choćby w myślach?
Teraz rozumiecie co mam na myśli ...wychowanie to kawał ciężkiej roboty:D

Trzecia grupa to ci szczęśliwcy mówiący bez kozery:- mój pies to prawdziwy przyjaciel!
A tyko dla tego, że potrafią wyznaczać granicę przestrzeni dla siebie i szanować potrzeby psa.
Nie mam tu na myśli psiej miski i dachu nad głową ale kontrolowaną potrzebę psiej wolności i kreatywne spędzanie czasu ze swoim przyjacielem.
Czyż nie przypomina to wychowania dziecka? A i  owszem w granicach przyzwoitości i dobrego smaku z korzyścią dla nas właścicieli i naszych psów. Możemy przełożyć to na wychowanie naszych czworonogów.

Bez wyjątku wszyscy znajdziemy w książce coś dla siebie. Począwszy od mądrych rad popartych mocną literaturą naukową, po psią psychologię i refleksję nad samym sobą.
Szczyptę humoru i wzruszenia okraszonego szczerymi  łzami na koniec.
Piękna, mądra autobiografia dająca nam chwilę refleksji nad samym sobą.


Na drutach odsłaniam fragment mojego rozpinanego swetra.
Dziergam go równocześnie z szalem, który już prezentowałam tu.
Córka oceniła, że za krótki i mimo braku jednego koloru musiałam zastąpić innym i dziergam na szybko. Ma być długi, prawie do ziemi.
Tak sami widzicie mimo mojego zapału do swetra muszę zająć się szalem, bo zima się skończy i prezentacji nie będzie.

Pozdrawiam:)Ewa


piątek, 27 stycznia 2017

Zimowa sukienka


Jakiś cas temu pisałam o fascynacji włóczką zakupioną w sklepie z tanią odzieżą tu
Prując, nie miałam jeszcze zamierzonego planu na wykonanie czegokolwiek, choć zawsze marzyła mi się sukienka. Najpierw miała być cała czerwona ale to w swoim czasie, gdy na drodze stanęła mi  piękna niebieska nić to długo się nie wahałam by ją wydziergać.


 Robiona jest metodą od góry.
W pasie zwężana, na zdjęciu oczywiście tego nie widać...nie ważne
Od pasa poszerzana  w literę A




















Choć mroźno, to na spacerze było całkiem sympatycznie, słońce przygrzewało, pies wplątał się w krzaki, pan się przewrócił ratując Fgę z opresji a pani chciała na siłę fotkę z pupilką ale widać piesek nie był zainteresowany;)




















Pozdrawiam ciepło wszystkich odwiedzających:)Ewa