**************************

**************************

środa, 21 września 2016

Chusta w kolorach jesieni...

Witam:))
Dzisiaj szybciutko chwalę się kolejną, bo już drugą (tu) taką samą chustą Yukko. 
Tym razem zrobiona dla mojej siostry. Muszę jeszcze dorobić jej czapeczkę, ale to innym razem


Czytam na prawdę super książkę:))) I w mojej opini prawdopodobnie będzie to książka roku.
Ósme życie (dla Brilki) Nino Haratischwili
Piękna powieść o kilku pokoleniach gruzińskich na tle gwałtownych wydarzeń historycznych.
Początek XX wieku. Mroźna zima. Na świat przychodzi Stazja, córka najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady.
Autor umiejętnie kreuje swoje postacie opisując ich losy od pierwszej wojny światowej przez rewolucję październikową i drugą wojnę światową do początku XXI wieku. Od gruzińskich wybrzeży Morza Czarnego po  Berlin, Paryż i Londyn.
Literatura przez duże L.
Epicki rozmach, prawdziwi bohaterowie, wielkie namiętności i cudowny plastyczny styl.
 Polecam !





Nie wiem czy też tak macie? Często zapominam już kiedyś zrobionego wzoru .
I gdy go nie napiszę to po prostu zapomnę. Tak też było z tą chustą. Musiałam przekopać stare notatki, aby sobie przypomnieć, jak w ogóle zacząć tą prostą chustę.
Dla zainteresowanych zamieszczam mój opis (tu)



Zużycie materiału to 1/2 motka z każdego koloru HiMALAYA kasmir

Pozdrawiam:))Ewa

środa, 31 sierpnia 2016

W ferworze prac robótkowych

Witam na kolejnym WDiC u Maknety  /moim 56 już spotkaniu/


Dzisiaj chciałam napisać przede wszystkim o książce Wojciecha Dutki pt. Czerń i purpura

O robótkach kiedy indziej, bo mam trochę prac zaczętych i na szydełku i na drutach.
Trochę to do mnie niepodobne, wolę skończyć jedno i dopiero chwytać się nowego projektu.
A mam jeszcze sweter, który nie do końca zszyłam. Spadł z drutów dobre dwa miesiące temu.
Jeszcze do tego dochodzą frywolitki których nadal się uczę.
Sami widzicie jakiś chaos zapanował.


Książka która wpadła mi w rękę tak jakoś przypadkiem. Do końca nie zdawałam sobie sprawy o czym ona jest. W wyborze zmyliła mnie kategoria w jakiej znalazła się na portalu LC, mianowicie thriller/sensacja/kryminał co nijak się ma do lektury, bo to powieść historyczna dotycząca holokaustu.

O obozach koncentracyjnych napisano i pokazano już tak wiele, przedstawiono tyle makabrycznych sytuacji w filmach dokumentalnych i fabularnych, a karty książek niosą w sobie wiele dowodów okrucieństwa.
Chciałoby się powiedzieć, że chyba już wszystko wiemy i należy tylko pochylić głowę nad tym okropnym nie ludzkim czasem w obliczu srtasznej wojny.

"Czerń i purpura" napisana jest na faktach. Ale jak sam autor pisze: [Z szacunku dla prawdziwych bohaterów stworzyłem fikcyjnych...]
Opowieść dotyczy uczucia jakie zrodziło się między Heleną Citronvą i Franza Wunscha, których autor przedsawił jako Milenę Zinger i Franza Weimerta.

Żydówka i esesman, ofiara i kat...wydawałoby się nie możliwe. A jednak.
Jak do tego doszło i czym się kierowali to już trzeba samemu przeczytać, polecam z całego serca.
W książce nie tylko przeraża realizm holokaustu, powieść ujmuje też psychologiczna głębia.
Nim poznamy głównych bohaterów to prześledzimy ich dzieciństwo, młodość i stopniowe zmiany jakie w nich zachodziły.
Wojciech Dutka jest historykiem i to pozwoliło mu zgrabnie wprowadzić w powieść elementy prawdziwych wydarzeń historycznych.
Sprawnie nakreśla stosunki kościelne w obliczu okupacji  odnosząc się do wydarzeń na Słowacji, czy Węgrzech.
Autor nie rości sobie pretensji do nazywania książki dokumentem, choć dla mnie jest ona bardzo namacalna w swojej konstrukcji.
Przeczytałam ją jednym tchem, z wielkimi emocjami, często na bezdechu, gdy obozowe obrazy dosłownie wtaczały mnie w fotel.



W związku, że jeszcze są wakacje, wybór padł na literaturę podróżniczą Jacka Pałkiewicza Dubaj .
Jestem dopiero na początku tej orientalnej podróży.
Mało sobie doceniam ten gatunek literacki, muszę przyznać.
Warto czasem sięgnąć po inny środek podróży. Tym bardziej, gdy wiem, że fizycznie nie mogę pojechać w tak daleką i kosztowną podróż.
Jak wrócę, to podzielę się wrażeniami:))










Pozdrawiam odwiedzających:))Ewa

czwartek, 18 sierpnia 2016

Zmagania frywolitkowe

Witam na WDiC  moje to już 55 spotkanie-jak ten czas szybko leci:))

U mnie dalej zmagania z frywolitką i już po woli tracę cierpliwość...to na prawdę nie takie proste.
Za cel postawiłam sobie nauczyć się wzoru na bombkę choinkową i mozolnie co wtorek ćwiczę z różnym skutkiem.
Najgorsze, że nie mogę nic spruć, a odplątywanie supełków jest co raz to bardziej irytujące:(
Póki co nauczyłam się dopiero kółeczka i łuczka, z którym bywa różnie, bo nie zawsze chce mi się ułożyć akurat w tą stronę którą powinien:D


Na razie zrobiłam zakładkę, ale uwieście mi do ideału jej daleko.
Ale co tam: trening czyni mistrza:))

Szukam książki "Frywolitki klasyczne wzory"
Gdyby ktoś z Was miał i byłaby mu nie potrzebna to ja chętnie odkupię.



Książki pochłaniam szybko i systematycznie.
Wczoraj przeczytałam Dom duchów Isabel Allende i obejrzałam ekranizację z Meryl Streep w roli głównej.
Jest to piękna, cudownie magiczna i zaskakująca saga rodzinna. 

Kolejną książka to literatura włoska znanej i poczytnej autorki Elena Ferrante pt. Genialna przyjaciółka. I tu na temat książki zdania są bardzo podzielone. Jedni uważają, że to genialnie usypiająca  proza. Monotonny styl i nużące ciągi wywodów.
Szczęśliwcy, którzy czytali w języku oryginalnym uważają, że tłumaczenie jest nie do przyjęcia i takich tłumaczy to trzeba karać. Nie wiem, może i trzeba. Wszak książka dla mnie prawie rzecz święta.
Podobno kolejne części lepsze, bo kto inny tłumaczył. Przeczytam to będę miała porównanie.
Póki co pierwsza część podobała mi się. Fakt podeszłam do niej jak do jeża, ale im dalej w las tym większe zainteresowanie.
Sama o swojej prozie autorka pisze:

,,Spośród wielu sposobów, do których uciekają się pisarze, by
opowiedzieć świat, preferuje posługiwanie się narracją
precyzyjną, jasną i ucziwą, która opisuje fakty z życia
codziennego w sposób fascynujący,,

Myślę, że właśnie taką prozę autorce udało się osiągnąć.

No i trzecia jakże fantastyczna książka Wyspa Victori Hislop
Wyspa o nazwie Spinalonga  położona blisko Krety w malowniczej Grecji, kryje smutną historię kolonii trędowatych.
Dzięki tej książce poznałam temat dla mnie nie znany.
Historia małej społeczności obu wysp, choć nie pozbawiona bólu, cierpienia, strachu, ale także miłości, poświęcenia i dozgonnej przyjaźni w pełni mnie zafascynowała.
To książka fantastyczna, którą bez wahania polecam:))
Było to moje pierwsze spotkanie z autorką i z pewnością nie ostatnie.





Spóźniona o dobę spieszę zobaczyć co tam u Was się dzieje(?)
Pozdrawiam Ewa:))

środa, 10 sierpnia 2016

/WDiC-54/ czyli wspólnie czytamy i dziergamy

Po dość regularnych wpisach przyszedł czas dłuższej nieobecności.
Znalazłam się w sytuacji która trochę zaczęła mnie uwierać: przecież nie stoję w miejscu
Od pewnego czasu uczestniczę w warsztatach Frywolitek.
Dzięki uprzejmości Pani Jadzi, która jest mistrzynią w robieniu tak misternych prac supełkowych zgłębiam wiedzę jak posługiwać się czółenkiem i prosto splatać supełki.
Na razie z różnym zapałem staram się czegoś na uczyć.
Jak już osiągnę więcej niż umiejętność łańcuszka, kółeczka, łuczka i tak zwanej Józefinki to z pewnością Wam pokarzę moje pierwsze prace:))
To po niżej zdjęcie to prace Pani Jadzi, naszej guru mistrzyni;))






I zabrakło mi czasu na blogowanie.
Tak to jest jak głowa zajęta różnymi tematami.
W skrócie to lato mnie pochłonęło: a to wypady w góry, rodzina, spotkania, weki itd.
Mniej się dzierga a więcej czyta.
Od ostatniego spotkania na WDiC przeczytałam parę fajnych i dwie nie fajne książki.



"Samsara" Tomka Michniewicza poleciła mi kiedyś Anna i była to udana przygoda  z panem Michniewiczem, polecam. Sama jeszcze sięgnę po inne jego książki.


"Dom orchidei"  książka ta wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo w momencie mojego przesytu czytelniczego i okazała się dla mnie kompletną klapą.
Historia początkowo daje złudzenie ciekawej, ale im dalej tym gorzej.
Typowe do erotycznych romansideł tandetne dialogi, liczne kolokwializmy powodowały u mnie chęć porzucenia książki i kto mnie zna to wie, że dawno poszła w odstawkę. 
Przynajmniej wiem jakich książek unikać.



"Pani mnie z kimś pomyliła"  Miłe zaskoczenie.
Wiem ,że to debiut książkowy pani Łepkowskiej...wiem , że napisała tą książkę w trakcie rekonwalescencji niefortunnie złamanej nogi.
Ale jeśli mam być szczera, choć na prawdę nie życzę, to Pani Ilona mogła by w gipsie cały czas chodzić. Może by w tedy więcej książek pisała.
Jak większości wiadomo czasu ma nie wiele, pisze scenariusze do znanych nam seriali i () jako producentka telewizyjna i filmowa. Pisuje też felietony, więc kobieta mocno zapracowana i czasowo zajęta.
"Pani mnie z kimś pomyliła" jest super książką o prawdziwym życiu, pośpiechu dnia codziennego, emocjach.
Czyta się na jednym wdechu jakby się film oglądało.
Książka dotyczy głównie świata z drugiej strony kamery, czy też szklanego odbiornika, w który my się wpatrujemy a tak na prawdę nie znamy tej drugiej strony. Strony nie raz brutalnej,krytycznej, wydumanej, nawet wyłudzanej. Ludzi odartych z wszelkiej prywatności i pozbawionych własnego spokoju
O tym właśnie jest ta książka. O ludziach pędzących, ciągle w biegu do celu kariery, sławy, żeby na końcu zatracić siebie.
Czytając, myślałam cały czas o autorce. Ile siebie przekazała w tej historii? Przecież zna ten światek mediów bardzo dobrze.
Na pewno przemyciła swojego czarnego terriera rosyjskiego i pokazała czytelnikom jak można się w tym pędzie zatrzymać, a pomocni w tym nie zawsze są ludzie, często właśnie zwierzęta i my sami. Taka dogoterapia...
Niech nikt sobie nie myśli, że to jakieś tam małostkowe czytadełko...bo główna bohaterka z dnia na dzień z szaroburej kobietki po przejściach staje się gwiazdą telewizji i zamożną kobietą.
Można by rzec: ale lep, to się nie zdarza ot tak. Ale nic bez przyczyny się nie dzieje.
Książka niesie za sobą głębokie przesłanie a lekkie pióro autorki jeszcze to okrasza.
Polecam:))



"Przeznaczeni"   
To powieść dojrzała, dokładnie przemyślana i misternie skonstruowana.
To 543 strony absolutnie rewelacyjnej prozy.




"Jezioro tajemnic"   
To już trzecia część cyklu: Wyspa Lewis (tom 3) i całe szczęście, że ostatnia. Bardzo mi się nie z podobała.
Nie było w niej nic z pozostałych części, no chyba że główny bohater jeszcze bardzie pogłębiony w swojej winie, w sumie nie wiadomo jakiej?
A więc z niesamowitą historią i tajemnicą w tle, na którą czekałam sporo otrzymuję nudną, mało porywającą opowieść, która zresztą składa się z trzech rożnych wątków tak nie zgrabnie pasujących do siebie, że można się zastanawiać, czy każda z nich oddzielnie nie byłaby lepsza.
Akcji nie ma, a jeśli już to nie zwala  z nóg.
Zdecydowanie można sobie odpuścić część trzecią, żadna strata...:(( 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Czwarte urodziny

Z okazji czwartych urodzin naszej suczki zamieszczam post, trochę opóźniony. 
Powinien ukazać się 4 lipca, wtedy właśnie Figa przyszła na świat.

Na pierwszym zdjęciu ma 4 miesiące i jeszcze jest szczeniakiem. To drugie to już dorosła Figa na tym samym posłaniu.

Kochamy naszą sunie mimo, że straszny z niej uparciuch, wpycha się nam do łóżka i czasem ucieka.
Budzi nas swoim donośnym głosem, bo akurat za oknem przechodziły dwa wrogie jej psy.
Jest obżartuchem, który zmusza nas o trzeciej w nocy żeby z nią wyjść na dwór, bo wzywa ją potrzeba natury gastrycznej.
Oczywiście wtedy jej bardzo nie lubimy.
Ale potrafi nadrobić swoją cudną minką i złość przechodzi.
Towarzyszy nam w codziennym życiu i czasami mam wrażenie, że myśli sobie, że jest człowiekiem.
Szczególnie przy stole i na kanapie. Czasem patrzy w telewizję, jakby oglądała z nami ciekawy film:)
Wiernie towarzyszy mi w moich robótkach, czasem coś spsoci-kłębek włóczki rozwinie...
Figa to pies podróżnik.
Często na szlaku i długich spacerach z panem. Pani w tedy książki czyta:))
Nasza towarzyszka podróży po całe Polsce. 
Kierując się dewizą: pies szczęśliwy to pies zmęczony, zabieramy ją na wszystkie wyprawy od morza po górskie szlaki, spływy Dunajcem i statkiem po morzu .
I choć powroty czasem są męczące to uwieście mi bigle to kochają.


Zamieszczam jeszcze link do postu Figi jak była mała TU

Pamiętajcie, że pies to nie tylko miła pluszowa zabawka.
PIES TO NASZ TOWARZYSZ ŻYCIA. 
Przede wszystkim obowiązek i odpowiedzialność.
A rasa bigli nie jest tylko słodka, zapewniam jest trudna do ułożenia.
Ciekawych rasy odsyłam do zapoznania się w temacie wychowania i charakteru tego psa TU


środa, 22 czerwca 2016

Nic lepszego, niż saga i truskawki

Wspólne dzierganie i czytanie u Maknety

Ostatnio mój blog taki bardziej turystyczny się zrobił.
Wciągnęłam się w chodzenie po górach i choć znam wiele z tych miejsc z młodości to odkrywam je na nowo z innym smaczkiem i dojrzałym okiem.
Pochłonęła mnie moc gór i chętnie się tym dzielę (tu)
Czytania i dziergania nie opuściłam i choć mozolnie dalej dziergam sweter (tu) to w między czasie szukam fajnego wzoru na poduszki z kordonka.
Na razie mam plan zrobienia poduszki z elementów i sama nie wiem czy fajnie wyjdzie(?)

U mnie dzisiaj truskawkowo, więc i zdjęcia smakowite.
Robię przetwory, głównie dżemy i kompoty. Chyba nie znam kogoś kto w zimie nie zachwyciłby się tym smacznym owocem:)

A czytelniczo znowu weszłam na orbitę.
Choć nie zawsze lubię czytać sagi. Głównie dla tego, że nie zawsze polubię bohaterów i wcześniej czy później znudzą mnie ich historie.
Na szczęście nie ze wszystkimi tak jest.
"Stulecie Winnych" to druga część którą właśnie kończę i jestem mile zaskoczona.
Oceniam ją jako całość, nie oddzielnie jak to większość robi zgodnie z zasadą: pierwsza część super a reszta jak cię mogę...
Każda z nich dotyczy innego czasu i innych bohaterów którzy z biegiem czasu dorastają do kolejnej części.
...no ale to chyba o to w sagach głównie chodzi(?)
Kolejne części czytam z wielką przyjemnością i uwielbiam w nich wszystko, od wielowątkowej fabuły historycznej i obyczajowej po barwne sylwetki bohaterek.
Przede wszystkim doceniam prosty język literacki i szybką akcję. Dzięki temu książki są wartkie i proste w odbiorze, no i oczywiście takie, nasze polskie.
Sięgając po tą sagę mam wrażenie jakbym była tam blisko nich i z dystansu podglądała ich życie.
I choć czasem nie mam czasu na czytanie to i tak zerknę, choćby w jeden rozdział z nie ukrywaną ciekawością: co tam dzisiaj u Winnych?


Kiedy macie już dość skomplikowanych akcji i ciężkich tematów, albo po prostu jesteście przeczytani książkowo tak jak ja ostatnio byłam, to sięgnijcie po tą sagę.
Czas z rodziną Winnych, choć czasem brutalny, czasem słodki jak to życie niesie, pozwoli Wam oderwać się od dnia codziennego.
Polecam:))


Wzór pochodzi z gazety Sabrina Robótki extra nr 4/2013




wtorek, 21 czerwca 2016

Tam, gdzie Wsła ma swój początek...

...u podnóży Baraniej Góry, a dokładnie w miejscu gdzie mieszają się trzy potoki:Wisełka Biała, Czarna i Malinka zaczyna swój bieg rzeka Wisła.
I tam właśnie postanowiliśmy zacząć nasz marsz na sam szczyt Baraniej Góry.
Wejście  to ok. 3,5 godziny marszu w jedną stronę.
Szlaków na szczyt jest wiele.
Wybraliśmy szlak czarny i czerwony.
Do miejsca startowego dojechaliśmy drogą, która prowadzi przez Wisłę w stronę pałacyku prezydenckiego.
Mijając Jezioro Czerniańskie, jedziemy do końca na parking. Dalej zaczyna się już rezerwat przyrody i dolina Czarnej Wisełki, która prowadzi do schroniska.
Jest to bardzo łagodny asfaltowy odcinek, przystosowany również dla rowerów.
W schronisku czekają na nas przepyszne kołacze, które motywują do zdobycia dalszej trasy.
Dalej szlakiem czerwonym, już kamienistym idziemy na sam szczyt Baraniej Góry, gdzie można podziwiać piękne widoku Beskidu Śląskiego.



Kaskady wody towarzyszą nam w z dłuż całego czarnego szlaku.
Uwielbiam górskie potoki. Mają w sobie coś co  mnie hipnotyzuje.
Mogłabym wpatrywać się w nie bez końca, a szczególnie w wodospady.
Potok łączy się z Białą Wisełką w Jeziorze Czerniańskim, a po przyjęciu wód Malinki przyjmuje nazwę Wisła.



Zdjęć mam na pstrykanych od groma.
Nie chcę nikogo zanudzać, więc postarałam się to w minimalny sposób streścić.
A więc: na szlaku


Widok ze szczytu Baraniej
Widoczność była średnia, a może to po prostu mój aparat jest za słaby(?)
Ale chmury były piękne:)


Takich miejsc w okolicy jest mnóstwo.
Najdziwniejsze jest dla mnie to, że ja już tu byłam.
W prawdzie były to czasy gdy do grona młodzieży się zaliczałam i może w tedy inne priorytety były ważniejsze...niż piękno przyrody(?)
W każdym razie zachęcam do zwiedzenia Wisły i okolic.
Następnym razem musimy przejść Dolinę Białej Wisełki i zaliczyć inne górki i pagórki:))
Pozdrawiam:))Ewa