czwartek, 14 listopada 2019

Szal z motywem liścia


Motyw liścia bardzo mi znany ale mało doceniany.
Od jakiegoś czasu często mnie prześladuje i swoim urokiem wkrada się w moje prace.
Najpierw zrobiłam bluzkę tu subtelnie przemycając owy listek.
Teraz szal z samych liści. Myślę, że sweter byłby przesadą w zagęszczeniu ale szal ma swój urok.
Jest duży, ciepły. Można się nim owinąć lub tylko okryć.





Nie zabrakło mitenek do kompletu. I choć na zdjęciu moja ręka wygląda jakby była w gipsie to zapewniam w rzeczywistości zyskują na swym uroku. Aparat zwyczajnie kłamie:D Wszystkie przecież o tym dobrze wiemy ...:D



Wykonany dość przyjemną włóczką firmy Schachenmayr Originals Trachtenwolle.
Kolor ecru z lekkim melanżem szarości i brązu nr 00080
Robiłam drutami nr 5
Zużyłam 4 motki po 100g.

Wzór zaczerpnięty z internetu wydał mi się dość gustowny, ponieważ ładnie się układa  z obu stron. Gdy na niego patrzę to nie wiem która ze stron bardziej mi się podoba. I to jest ogromna zaleta.
Jego struktura daje efekt przestrzenny. Nie jest całkiem gładki.
Oczka na środku są łączone igłą, co sprawiło mi największą trudność.

W wykonani bardzo prosty. Typowy wzór telewizyjny.
Dziergało się super:))
Po wypraniu nie rozciągnął się i nabrał jeszcze większej lekkości.



Teraz parę słów dla tych którzy czytają.
Polecam najnowszą  książkę Ałbeny Grabowskiej "Matki i Córki"
Książka o kobietach i dla kobiet. Kto lubi tą autorkę  z pewnością się nie zawiedzie.

"Vera" dopiero sięgam po lekturę ale z opisu jest w podobnych klimatach.
Mam dwobec niej dość spore oczekiwania, bowiem Wydawnictwo Literackie mało kiedy mnie zawodzi.



Wkręciłam się w szale dość mocno pozytywnie. Na drutach kolejny. Ale o tym w kolejnym poście...

Pozdrawiam:))Ewa

niedziela, 27 października 2019

Szal grubasek:))


Witam Was promieniami pięknego jesiennego słońca i moją dumą dziewiarską.
Szal. Gdy go zobaczyłam pierwszy raz to już wiedziałam, że kiedyś będzie mój. A było to już kawał czasu temu...na stronie Ravelry tu wzór oczywiście płatny Asja Janeczek.
Ale nie tak prędko go zdobyłam, bo pisany w języku angielskim. To była największa przeszkoda.
Potem dobór włóczki, musi być grubsza by wzór się układał. Moje doświadczenie w grubszymi włóczkami jest niewielkie.
Szal moja duma.
Im bardziej się w niego wpatrywałam tym szybciej przekonywałam samą siebie, że ze zdjęcia zrobię.
Grunt to dobra wiara w siebie!
Tak, też się stało. To nie jest oryginał Pani Asji.
Po wielu próbach rozpisywania wzoru i wielu innych schodach, które musiałam pokonać aby efekt mnie zadowolił. Trybiki zaskoczyły w głowie i wyszło to cudo.
Dziękuje Pani Agnieszce C. z Fc, która to ogromnie mnie motywowała i poświęcała swój czas.


























Na zdjęciach pokazałam lewą i prawą stronę. Oby dwie są efektowne.
Osobiście wolę tą lewą, jest bardziej przestrzenna. Prawa, gładka.
Dobór włóczki jet bardzo istotny. Musi być po prostu grubaskiem żeby wzór był wyrazisty w swoich splotach.




Wybór włóczki padł na Alize Midi col.803 niecałe 5 motków, druty nr 5,5
Jest mięciutki choć jeszcze go nie wyprałam.W typie ortopedycznego, jak to mój mąż mawia, na tak wielkie szale :D
Robiony w dwóch częściach. Można dziergać równolegle.
Połączony na środku ściegiem dziewiarskim na przemiennie dwa oczka lewe, jedno prawe.
I tu znowu były schody do pokonania. Bo przecież kochane ile razy zszywacie swoje prace?
W porównaniu z przekładanymi oczkami z drutu na drut to nie wiele. Bynajmniej dla mnie żeby opanować tą technikę do perfekcji. A igła to zło konieczne Brrr...
Zamieszczam Link do metody zszywania, może skorzystacie.
Osobiście zmarnowałam cały dzień na tańcowanie z igłą , bo uparta i zawzięta jestem. Kolejny raz przekonuję się, że metoda zostaw problem na noc to jutro się rozwiąże jest skuteczna.



Dziś niedziela. U nas piękny dzień
Słońce zaskoczyło pozytywnie nas swoimi ciepłymi promieniami o tej porze roku.
Wszak ten weekend przyniósł zmianę czasu na zimowy. A u nas takie piękne słońce, aż nie chce się wierzyć, że to już ostatnie podrygi lata.  

Nieuchronnie zbliża się ta gorsza strona pory roku. Nie dajmy się:) Proponuje dobre ciasto z tym co jesień pozostawiła czyli owocami  świeżej żurawiny. I co tam do niego lubicie...kawkę, herbatkę może dobrą książkę, bo włóczki to rzecz oczywista dla nas.



Pozdrawiam:)Ewa

czwartek, 10 października 2019

Ot, skarpetki


Większość z Was dziewiarek posiada miejsce lub wiele miejsc na swoje włóczki. Bardzo lubimy gdy w nich przybywa tych kolorowych moteczków:D
Ale co robimy gdy już się nie mieszczą, a na dodatek nic za bardzo do siebie nie pasuje, albo czegoś jest za mało? Jednym słowem kiedy bałagan nas przerasta?

U mnie jest  to szuflada PEŁNA tak mi się ostatnio wydawało nie potrzebnych motów, nici, kordonków i o zgrozo parę ufoków w tym jeden sweter prawie zrobiony.
Sweter ufok nawet nie będę go pokazywać:(( robiony parę lat temu  z Alpaci Dropsa
Miałam do niego dwa podejścia i koniec,  kooniec .
Kole w oczy, bo to dobra włóczka.

Szuflada to główne miejsce na niby te nie tykane motki ALE pomocniczo mam jeszcze jedną szufladę.
No... tam to dopiero się dzieje: druty, schematy, gazety, nieznanego pochodzenia pudełeczka, tasiemki (bo przecież każda kiedyś może się przydać) lakier do paznokci, parę pilniczków. Kiedy trzeba użyć sama nie wiem który nowy, który stary.
Stary telefon też leży, bo przecież zawsze ten nowy może się zepsuć.
Miarka do mierzenia drutów-zawsze za nią kopię. O! Zgrozo! 
Marzeniem byłoby tak to wszystko wyrzucić i kupić nowe mięciutkie włóczki. Poukładać kolorami i napawać się ich widokiem. Oczyściłabym nie tylko szuflada, ale też umysł byłby bardziej otwarty na nowe projekty. Na pewno portfel mocno by się przewietrzył. Ach! Marzenie:))

Może jednak nie do końca taki bałagan skoro wykopałam dwa piękne głęboko czerwone motki 100% wełny.
Właśnie dwa, aż dwa po 100g każdy :D
Kiedyś wyhaczyłam je w tzw. lumpeksie. Dziś jak znalazł na ciepłe skarpety się nadają.
Rauma Prydvevgarn to stu procentowa surówka wełny norweskiej. Jak to surówka tępa w pracy i lekko gryząca. Ale ciepła. Na skarpety zimowe w sam raz. Po wypraniu zyskuje w dotyku, nie rozciąga się.



Wzór zaczerpnęłam ze strony Dropsa TU
Nie jest to jakiś wielki projekt ale bardzo mnie cieszy. Są ciepłe i bez uciskowe.
W sam raz na teraz do siedzenia przed telewizorem oczywiście z robótką, czy dobrą książką w ręku.
Podaję link do str. na YouTube Iwony Eriksson TU Kurs skarpetek na drutach.






Teraz tak szybciutko o dobrej lub mniej dobrej książce.

Jak widzicie na tapecie Wojciech Chmielarz. Modny i dość poczytny autor literatury kryminalno-obyczajowej.
Doceniam jego książki. Cykl z Jakubem Mortką jak najbardziej wciągający w gatunku.
Żmijowisko przeczytałam rok temu i bardzo zachwalałam. Dla mnie autor zachował wszelkie cechy kryminalne połączone z wątkami obyczajowymi. Ciekawa fabuła, dobra akcja i morał na koniec.
Żmijowisko docenili filmowcy i scenarzyści. W listopadzie ukaże się serial w HBO.
Tak, a co przyniosła najnowsza pozycja czytelnicza  w odbiorze?
 Autor cierpliwie pracował na swoją pozycję konsekwentnie wspinając się po szczeblach popularności i uznania czytelników. Efekt jest taki, że każda nowa książka wzbudza co raz większe zainteresowanie. Trudno jest spełnić rosnące oczekiwania odbiorców.
Rana niestety mnie rozczarowała pod każdym względem.
Jeśli byłby to Wasz pierwszy kontakt z tym autorem to stanowczo nie polecam.






                 




Pozdrawiam:))Ewa

poniedziałek, 30 września 2019

Eco worki z firanek

Pewno już znacie eco worki na zakupy zamiast foliowych zrywek.
Znacie, bo nawet do nas na wieś przyszły :))
Kto szuka prawdziwych wiejskich warzyw i owoców to już sam wie, że należy z własną siatą na zakupy pomykać. Wygodne to i ekologiczne.
Teraz przyszedł czas na worki. Worki z recyklingu.


Już dobre pół roku temu, albo i dłużej zwróciła uwagę na nie moja córka.
Z uśmiechem na twarzy pomyślałam sobie czego to w Gdańsku nie wymyślą. Z przymrużeniem oka patrzyłam na te firankowe woreczki.
Do tej pory nie wiem czy to taka  moda nadeszła, czy może strach przed utratą części samych siebie?
Jak by nie patrzeć to jesteśmy dużą częścią planety.
Dużo się dziś mówi o zagrożeniu jakie niesie człowiek w środowisko naturalne.
Temat obszerny, skomplikowany.  Nawet nie będę się zbyt mocno zagłębiać. Wiele złych zachowań dostrzegam, zmian nie koniecznie idących w dobrym kierunku. Ale nie o tym..

Jeśli choć jedna osoba zwróci uwagę na to gdzie i jak żyje, a za nią pójdzie następna to może poprawi choć trochę byt naszej planety. Chcę w to wierzyć. Niestety nie jesteśmy jednostką. Za wszystkim stoją koncerny, duże przedsiębiorstwa, pieniądz, zysk, konsumpcja.
Jednak...
Warto się pochylić nad tą jedną plastikową słomką, kubkiem czy zwykłym papierkiem pod własnymi nogami.
A siateczki z kolorowymi tasiemkami puki co cieszą oko. I niech będą jak najdłużej modą lub praktycznym wynalazkiem. Służą przydatnością w użytkowaniu i świecą przykładem szacunku  do naszego miejsca którym oddychamy, po prostu żyjemy.





Pozdrawiam:))Ewa

poniedziałek, 23 września 2019

Żółty, jesienny liść...:D

Witam się ze wszystkimi po przerwie, można nazwać letniej. Tak na prawdę to nie lato się do tego przyczyniło. Muszę się po prostu przyznać:-wypaliłam się ale nie tak do końca.
Zawsze w pogorzelisku pozostaje ziarno które zakiełkuje.
Słabo podlewane motywacją do dziergania ziarno obrodziło w żółtą lniano-bawełnianą bluzeczkę.
Proces dość długi.
Pobudzona pierwszymi promieniami słońca skusiłam się na mocno intensywny kolor. Zupełnie nie mój, ale przecież zmiany są potrzebne.



Początkiem wakacji wrzuciłam włóczkę na druty i nie spiesznie skończyłam końcem lata.


Choć dalej dziwię się wyborem koloru to bluzka wyszła całkiem, całkiem...
Robiona z góry na dół z lekkim ażurem w kształcie liści. Rękaw jak przystało na kończące lato za łokieć. Przykrywa co nie co ;)
Włóczka Drops Belle (4) żółty, zużycie nie całe 8 motków, druty 4 mm.
Włóczka w pracy ma tendencję do rozdwajania się co trochę utrudnia.
Po blokowaniu układa się bardzo dobrze, gładko.
Po wypraniu nie rozciągła się ale jest bardzo ciężka i trudno schnie. Prałam ręcznie, nie wiem jak w pralce.



 Mimo wszystko,że wypadłam na trochę z blogosfery to serdecznie Wszystkich którzy jeszcze mnie pamiętają serdecznie pozdrawiam:)Ewa

wtorek, 16 kwietnia 2019

Koronkowa robota


Świąteczne porządki czas zacząć, wiadomo;)
Zaczynam od okien i od czegoś nowego. Czyli nowa firanka w oknie i dekoracje zwiastują Wielki Tydzień.
Myślałam, że nie zdążę jej zawiesić. Najpierw była za wąska i trzeba było poprawki nanieść.
Teraz też do końca nie jest taka jaką sobie wymarzyłam. W wersji ostatecznej górna bordiura ma być przyszyta do popielatego materiału. Ale to już po świętach. Na razie pozostanie w połączeniu ze zwiewnym muślinem.

Zdjęcie górnej części okna


Dolna, jak się domyślacie:D


Wzór znalazłam w internecie, gdzieś w gąszczu schematów zamieszczonych na Fejsie.
Bardzo mi się spodobał. Gęsta koronka zasłania to co ma przysłonić, czyli betonowy parking:D
A promienie słoneczne pięknie przechodzą i mienią się w odbiciu przeciwnej szklanej ściany.


Po lewej wersja robocza, jeszcze nie zblokowana. 

Materiał: kordonek Muza 20 100g/830m
Zużycie: nie całe dwa motki
Szydełko nr 1,25 moje ulubione
W planach kolejna firana tym samym wzorem tylko zawieszona pionowo.
Jest wiele łańcuszka i słupków do przerobienia:) 

Pozdrawiam:))Ewa

czwartek, 21 marca 2019

Siatka zwana " Paryżanką "


Dziś bakcyla siatkowego ciąg dalszy...
Wkręcona w szał szukania na FC schematów siatek znalazłam oto tą najprostszą siatkę zwaną paryżanką
Paryż(?) każdy ma swój:D Odnalazłam go w zwykłej siatce... he,he...
Czasem odnajduję w literaturze. Nigdy tam nie byłam i nie wiem czy paryżanki noszą takie same siaty jak my Polki? Pewnie noszą.


Moje ukochane ostatnio robótki powstały z potrzeby serca.
Dla Córki większa, żółta na ramię, bo woli wór na plecach:)) A dla mnie mniejsza, taka do rączki:))
Oby dwie są mocno pakowne. I jak na nie patrzę to wydają mi się takie radosne.


Pierwszą siatkę-żółtą zrobiłam dokładnie taką samą jak p. Jola Mazurek na swoim kanale YouTube
Zakupiłam po trzy motki z koloru YarnArt JEANS PLUS
Szydełko nr 4
Po skończeniu nie do końca byłam przekonana do wzoru, bo paryżanka po wypełnieniu produktami już nie była paryżanką tylko workiem na ramię. Ale to nic...kwestia gustu. Mojej Pauli się podoba:)
Druga kwestia, bardziej przydatna na przyszłość w dzierganiu to zużycie materiału.
Zaczynając trzeci motek byłam już na końcu pracy. Dosłownie zużyłam nie duży kawałek nici z trzeciego motka. Po co tyle kupować?
Przy drugiej byłam już mądrzejsza i zaczęłam mniejszą ilością oczek-25o. łańcuszeka
Kratki -  6o. a nie 7o. łańcuszka.
Wyszła mniejsza, zgrabniejsza i jeszcze zostało włóczki z drugiego motka. Śmiało mogłam zrobić ją na ramię z 60 oczek, a nie 70 oczek jak jest w schemacie p. Mazurek.


Jestem z nich bardzo zadowolona:)
Siatki przyniosły mi radosny akcent w raz z powiewem wiosny:)) Mam ochotę na więcej.
Robi się szybko, można nawet w jeden dzień u dziergać coś radosnego.
Siata jest już przetestowana w markecie i zdała swój egzamin:))


Pozdrawiam wiosennie:))Ewa