piątek, 27 stycznia 2017

Zimowa sukienka


Jakiś cas temu pisałam o fascynacji włóczką zakupioną w sklepie z tanią odzieżą tu
Prując, nie miałam jeszcze zamierzonego planu na wykonanie czegokolwiek, choć zawsze marzyła mi się sukienka. Najpierw miała być cała czerwona ale to w swoim czasie, gdy na drodze stanęła mi  piękna niebieska nić to długo się nie wahałam by ją wydziergać.


 Robiona jest metodą od góry.
W pasie zwężana, na zdjęciu oczywiście tego nie widać...nie ważne
Od pasa poszerzana  w literę A




















Choć mroźno, to na spacerze było całkiem sympatycznie, słońce przygrzewało, pies wplątał się w krzaki, pan się przewrócił ratując Fgę z opresji a pani chciała na siłę fotkę z pupilką ale widać piesek nie był zainteresowany;)




















Pozdrawiam ciepło wszystkich odwiedzających:)Ewa

środa, 18 stycznia 2017

Brioszka

Witam:))
Dziś szybciutko, krótki post będzie...
Na drutach pierwsza moja brioszka w formie szala dla mojej córki pod kolor musztardowej kurtki:D
Wzór dość łatwy, szczególnie dla tych znających wzór patentowy.
Kto jeszcze nie próbował to zachęcam, daje sporo satysfakcji i wariacji kolorystycznej w wykonaniu ciepłych szali, czy też czapek.
Dla przypomnienia wzoru i nauki łączenia kolorów polecam stronę na You Tube  Intensywnie Kreatywnej blogerki



A książka z gatunku lekkiej literatury kobiecej.
Po klimatach z rodu dzikiego zachodu link do książki "Syn"





Pozdrawiam:)Ewa

środa, 11 stycznia 2017

Męski komplet zimowy

Witam po raz pierwszy, wszystkich gości odwiedzających w Nowym Roku i życzę Wam samych szczęśliwych i owocnych dni:))

Zacznę dziś od książki "Syn" link, którą kończę czytać.
Książka ta jest jedną z nowości na rynku,  promowana przez wydawnictwo i inne służące temu portale. Oczywiście nie mogłam się obronić przed tą promocją.
Zasiadając do lektury miałam pewne oczekiwania i reasumując całość to po części się spełniły.



Książka może wywołać różne emocje u różnych odbiorców.
Można ją ocenić w samych superlatywach  i dostrzec w niej wiele negatywów, bowiem saga ta nie oznacza klasycznie pojmowanej historii do jakiej jestem przyzwyczajona z innych książek tego gatunku.
Powieść Mayera nie ma w sobie nic z naśladownictwa-to oryginalna pod każdym względem historia  na przykładzie trzech osób, których żywoty oddziela duża różnica lat.
Powieść przeskakuje po bohaterach, a zarazem po czasie akcji, przeplatając się z sobą co czyni w niej niejaki chaos.
Wszystkie te zagadnienia jak: zmagania bohaterów w walce z rzeczywistością o lepsze jutro i lepszy byt dla kolejnych pokoleń autor pokazuje jakby z drugiej strony.
Mianowicie motywem głównym jest ważny głos w sprawie kolonizacji Dzikiego Zachodu oraz wojny meksykańsko-amerykańskiej.
I tu powinnam postawić grubą kropkę, bo...dla jednych książka wyda się na tyle fascynująca, że z łatwością odnajdą same pozytywy i docenią sobie wątek , a dla innych będzie przytłaczająco-krwawą historią Ameryki, nie koniecznie na tyle  interesującą żeby przyćmiła losy bohaterów na przestrzeni wieków. Niestety nie jest to literatura Karola Maya z dużą ilością Indian  w tle, na co liczyłam sięgając po tą książkę.
Literatura nie jest szczególnie łatwa. Obfita w opisy nie kiedy nuży. Ale nie jet też lekturą potasową za co należy uznać ją za udaną.
Czy ją polecam?
Tak dla wytrwałych, niespiesznych czytelników.


A tym czasem...
Dziewiarsko trochę znużyło mnie robienie sukienki i w między czasie zainspirowana pomysłem Reni blogu Sztuka rękodzieła... wydziergałam męski komplet zimowy.






Pozdrawiam:)Ewa

wtorek, 3 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Czytając książki zawsze panował u mnie chaos. W sensie, że mało kiedy czytałam serie. Jak już to z dużymi przerwami czasowymi co nie miało zbyt spójnej stałości w odbiorze i często wpadały w moje ręce nie zbyt przemyślane książki, które wcześniej niż później zostawały porzucane. Przez co miałam poczucie straconego czasu.
Z początkiem roku 2016-go postanowiłam to w miarę uporządkować z myślą: mniej przeczytam więcej zapamiętam, mniej gniotów w mojej ręce.
I miało to ogromny sens. Jak widzicie wśród paru pojedynczych książek znalazły się serie z których ogromnie jestem zadowolona.

Książka roku? Spytacie...
Nie mam takiej, bo i debiut pani Łepkowskiej był super i odkrycie Wojciecha Dutki przykuło mnie w fotelu, a Kinga Dębska rozśmieszyła i dała chwilę refleksji.
Kontrowersyjny temat regulaminu tłoczni dał wiele do myślenia.
Czas z bohaterkami Stulecia Winnych był pięknym, choć czasem niepokojącym przeżyciem. To samo tyczy się dwóch części Zborowskiego.
Ósme życie to wzruszająca saga  która w mojej świadomości pozostanie na długo w mojej pamięci, choć tom drugi trochę mnie znużył.
Postać Fina jak i wątek sensacyjno- kryminalny z wyspa Lewis zafascynował mnie na tyle, że przeczytałam wszystkie części.
Przyjemnością było czytać Róże Północy, choć pierwsze spotkanie  z autorką mnie rozczarowało. A była to książka pt. Dom orchidei.
Katarzynę Bonde doceniłam sobie dopiero w formie audiobooka.
Plastyczny i barwny język Tomka Michniewicza zabrał mnie na wędrówkę między innymi po Nepalu, Indiach, byłam w Chinach i Tajlandii , odwiedziłam Malezję oraz Singapur.
A wszystko przez to, że książkę poleciła mi jedna z Was blogerek, za co jestem ogromnie wdzięczna.
Rozczarował mnie Uczeń architekta, na którego czekałam. Bardzo lubię tę autorkę i cenię sobie przeczytane do tej pory jej książki. Niestety ta mi nie spasowała. Ale polecam fascynatom serialu Wspaniałe stulecie. Barwne czasy i krwawa historia sułtana Sulejmana Wspaniałego mogą znowu powrócić na kartkach tejże książki.

Trzydzieści książek przeczytanych...dla jednych to może nie wiele, dla nie których jedna to za dużo.
Ja wiem jeno, że magia książek jest piękna, szczególnie ta, która pochłania nas bez reszty.
I takiej właśnie literatury Wam życzę na Nowy Rok 2017



1.   Półsłówka Blanca Busquets **
2    Regulamin tłoczni John Irving ***
3.   Palmy na śniegu Luz Gabas **
4 .  Trzy odbicia w lustrze Zbigniew Zborowski cz. I ***
5 .  Pąki lodowych róż Zbigniew Zborowski cz. II ***
6.   Czarny dom Peter May Cykl: Wyspa Lewis (tom 1) *
7.    Dziewięć dni  Gilly Macmillan **
8.   Nie mów nikomu Harlan Coben*
9.   Człowiek z wyspy Lewis Peter May Cykl:Wyspa Lewis (tom 2) **
10.  Burza piaskowa James Rollins Cykl:Sigma (tom 1) ***
11.  Moje córki krowy Kinga Dębska ***
12.  Stulecie Winnych Ałbena Grabowska Cykl: Stulecie Winnych (tom 1) ***
13.  Stulecie Winnych Ałbena Grabowska Cykl: Stulecie Winnych (tom 2) ***
14.  Stulecie Winnych Ałbena Grabowska Cykl: Stulecie Winnych (tom 3) ***
15.  Samsara Tomek Michniewicz **
16.  Dom orchidei Lucinda Riley
17.  Pani mnie z kimś pomyliła Ilona Łepkowska ***
18. Przeznaczeni Katarzyna Grochola ***
19. Jezioro tajemnic Peter May Cykl: Wyspa Lewis (tom 3) *
20. Wyspa Victoria Hislop ***
21. Genialna przyjaciółka Elena Ferrante Cykl: Genialna przyjaciółka (tom 1) *
22. Dom duchów Isabel Allende
23. Krótka książka o miłości Karolina Korwin-Piotrowska
24, Czerń i purpura Wojciech Dutka ***
25. Ósme życie (dla Brilki) Nino Haratischwili (tom 1) ****
26. Róża północy Lucinda Riley **
27. Niemowa Michael HjorthHans Rosenfeldt *
28. Ósme życie Nino Haratischwili (tom 2 ) ***
29.


Obok dobrej książki, jak wiecie zawsze leży motek włóczki.
W ubiegłym już roku włóczka nawijała się najczęściej na druty i powstało parę fajnych sweterków.

Mój ulubiony to to powtórka z jesieni tu
Moja duma to pierwszy mężowski tu
Odkryłam i polubiłam włóczkę ALIZE  lanagold fine i ciepły 49% wool /51% acrylic tu
Myślę, że rodzina  z chust, szali i czapek jest zadowolona i myśli o mnie ciepło w zimne dni....


Rok 2016...rok radości i miłości
Na nowo odkrywałam góry i pokochałam ich piękno.
Nauczyłam się nowej metody tworzenia koronek metodą frywolitkową. Nie powiem trochę to trwało, bo i mozolna to praca. Niestety nie przynosi mi ona tak wielkiej satysfakcji jak druty, czy szydełko. Nie mówiąc o miłości do książek:D
Sama jeszcze nie wiem w jakim to kierunku moja nowa umiejętność zmierza:)

Dużo się działo...malowałam, przerabiałam, odnawiałam, remontowałam. To ostatnie oczywiście rękami fachowców. Jednym słowem: wiłam gniazdo
Końcem roku czekał mnie czas ważnej decyzji. Ale...dojrzewałam do niej dziesięć lat...więc co to za decyzja(?) NAJWAŻNIEJSZA!

Z Nowym Rokiem 2017 życzę Wam wiele radości i spokoju.
Poplątanych nitek i kolorowych motków.

Pozdrawiam:)Ewa

środa, 21 grudnia 2016

Tradycja

...tradycja za zwyczaj wyniesiona z domu rodzinnego, związana z danym regionem zamieszkania, przekazywana dalej pokoleniom.
Jest i taka, którą zapożyczamy.
Rodziny się łączą, regiony mieszają. Powstają wtedy stoły pełne różności

W naszym regionie piecze się wiele rodzajów ciasteczek. Jest ich ponad trzydzieści.
Z bakaliami, czekoladą, powidłami, kruche, ucierane, nadziewane, zakrapiane alkoholem...jest ich całe mnóstwo, mam wrażenie: im więcej lat mija tym więcej gatunków przybywa.

Tradycyjnie, jak co roku Zamek Cieszyn organizował konkurs na cieszyńskie ciasteczka link 
Nagrodę przyznawał sam burmistrz miasta.
Zamieszczam też link do przepisów, może się skusicie. Zapewniam, są radością smaku w świąteczne dni:)
Sama zrobiłam tylko te, które widzicie na zdjęciu: to "ule" nadziewane masą z ajerkoniaku, podlewane czeskim rumem.
Uwikłana w tradycję postawiłam w tym roku na więzi rodzinne i część ciasteczek wypiekałam z moją córką i naszymi połówkami. Mężczyźni dzielnie dotrzymywali nam kroku umilając ten przedświąteczny czas.

Tradycja pieczenia ciastek cieszyńskich sięga przełomu XIII XIX wieku. Pojawiły się w raz z panowaniem Habsburgów na terenie Śląska Cieszyńskiego.
Wypiekane przez gospodynie pozostały do dziś i nadal są słodką ozdobą naszych stołów podczas wielu uroczystości rodzinnych takich jak wesela, czy chrzciny.


 A co oprócz ciasteczek?
To pewno jak u wszystkich: gorączka przedświąteczna trwa.
Niestety nic nie czytam. U mnie nie prawdopodobne. Myślę, że to tylko stan przejściowy:(
Dla nabrania dystansu dziergam nie zbyt skomplikowany model za to duży gabarytowo:ma być sukienka.

Moi drodzy goście, myślę że to mój ostatni wpis przed świętami.
I dla tego pozwolę sobie złożyć Wam życzenia.

Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia
spędzonych w ciepłej atmosferze
Własnego skrawka nieba
Zadumy nad płomieniem świecy
Błogosławieństwa Bożego

 

Wesołych świąt! Ewa
 


środa, 14 grudnia 2016

I stało się: dziewiątego grudnia

Choć dla wielu z Was to czas przygotowywania się  do świąt i na blogach pełno inspiracji do dekoracji, czy też pomysłów na prezenty, to mój czas w tym roku pochłonęły inne myśli.
Myśli równie przyjemne i absorbujące: ślub, mój własny...


Miłość, na oko łagodna,

w istocie bywa jak pantera głodna!

I chociaż ślepa, drogi przyjacielu,

najkrótszą drogą podąża do celu.

 

                                                                                                         William Shakespeare Romeo i Julia




 

Żaden dzień się nie powtórzy,

nie ma dwóch podobnych nocy,

dwóch tych samych pocałunków,

dwóch jednakich spojrzeń  w oczy

                                                   
                                                                                  Wiesława Szymborska Nic dwa razy

 


 

 Było głośno, było radośnie...




Dla tych, którzy odwiedzają moją stronę już się wyjaśniło dlaczego ostatni mój wpis dotyczył pierwszego mężowskiego swetra :D
Po dziesięciu latach wspólnego życia po prostu musiał nastąpić ten pierwszy raz ;-)
Powoli mija czas i emocje wracają do codziennego rytmu. Już nie nad gonie planów świątecznych, ale postaram się choć trochę zaplanować czas z rodziną.

Póki co idziemy przez ten świat razem, mamy to szczęście należeć przez tą chwilę tylko dla siebie.
I wierzę w to, że ta jedna chwila pozwoli nam przetrwać całe życie.

Ps.
Wpis dedykuję mojemu kochanemu mężowi, bo wiem, że choć żartuje z tego co tu wypisuję, to czasem tu zagląda.

niedziela, 11 grudnia 2016

Pierwszy mężowski sweter

Dla czego pierwszy mężowski ?
Będzie o tym w kolejnym poście...

Na którymś z ostatnich spotkań środowych u Maknety pokazywałam zalążek tego właśnie zacnego męskiego swetra tu
Trochę czasu upłynęło do jego wykończenia. Wszystko przez ten czas, który mieliśmy dość mocno napięty.
Zdjęcia dosłownie z ostatniej  chwili. Nie było na co czekać z fotkami.
Pogoda zmienna jest: trudno...
Mimo dzisiejszego wietrznego i pochmurnego spaceru udało mi się zrobić parę zdjęć i chwalę się: sweter dziergało się bardzo przyjemnie, a włóczka godna polecenia...miękka, ciepła, nie gryząca i w pięknym kolorze natury.
Może kiedyś wydziergam do pary, podobny dla mnie(?)




Zużycie materiału to osiem motków Drops flora.
Wzór pochodzi z gazety Sandra nr 1/2016

środa, 16 listopada 2016

Słucham, dziergam , pruję

Katarzyna Bonda, kto o autorce nie słyszał ?





Dla nas moli książkowych autorka znana choćby ze słyszenia.  W opiniach mniej lub więcej lubiana.
Przyznam się, że kiedyś zaczęłam czytać "Florystkę" i chyba nie było mi z nią po drodze, bo jej nie dokończyłam. Teraz już nawet nie wiem dla czego...
Dwa dni temu coś mnie tknęło,  żeby wsłuchać się w audiobooka pierwszej części tetralogii kryminalnej: Cztery żywioły Saszy Załuskiej.
Skusiłam się barwie głosu Agaty Kuleszy. Wszak wiadomo, że nie jest bez znaczenia kto użycza takiego narzędzia pracy jak głos. A aktorkę darze ogromną sympatią:)
I choć mało kiedy sięgam po tę formę literatury to "Pochłaniacz" w dosłownym tego słowa znaczeniu pochłonął mnie czasowo na parę godzin.

Długi czas do autorki podchodziłam jak do jeża głównie ze względu na skrajne opinie.
Im więcej ich czytam tym bardziej dochodziłam do wniosku, że chyba nie do końca pani Bonda jest rozumiana przez czytelników. I sama muszę się przekonać o co w tym wszystkim chodzi, po co tyle szumu?
W śród licznych wypowiedzi są tylko opinie takie, które się zachwycają jej powieściami, oraz ci którzy uważają je za  nudne, przereklamowane. Tych ostatnich mam wrażenie że jest więcej.
Dlaczego tak się dzieje, że  autorka wywołuje w ludziach przeważnie skrajne emocje?
Myślę, że wynika to ze zbyt wyidealizowanych wyobrażeń na temat ukazanej na rynku czytelniczym powieści, oraz oczekiwań czytelnika.
Co raz to częściej obserwuję, że czytelnicy oczekują najczęściej prostej w odbiorze literatury i taką najchętniej okrzyknęliby mianem bestsellera na skalę światową. Może się się mylę...
Ale Bonda to nie larsomania ani klasyczny kryminał Agaty Christie.
To powieść złożona z wielu wątków również społecznych i wielu sprecyzowanych charakterów. To kawałek współczesnej Polski okraszonej mniej lub bardziej fikcją literacką . To nie literatura na dwa wieczory, ale złożony, dobrze opracowany warsztat autorki.
Docenić tę powieść może tylko odbiorca, któremu nie spieszno do przekładania kartek, z których wypadnie kolejny nieboszczyk, a krew poleje się strumieniami.
Książka ta być może dla kogoś może się się okazać zbyt skomplikowana, momentami za długa ale to bardziej zaleta niż wada. Dzięki temu można wpaść w klimat powieści. Poza tym to pierwszy tom więc musi dać solidne podstawy.
Po wysłuchaniu nasuwają mi się tylko pozytywne wnioski.
Zachęcam do ponownego przyjrzenia się autorce. Sama dałam sobie tą szanse, czym umiliłam sobie czas dziergania, gotowania i innych prac domowych.
Spróbujcie, a nie oderwiecie się tak szybko od słuchawek:))



Słuchając audiobooka pochłaniałam kolejny motek do swetra.
Pokazywałam kawałek wzoru tydzień temu. Link
Zostały mi do wydziergania tylko i aż ... rękawy.

Podzielę się z Wami jeszcze moim bzikiem dziewiarskim. Nie mogę tego inaczej nazwać.
Przeszłam już chyba samą siebie.
Będąc w jednym ze sklepów z tzw. tanią odzieżą zauroczyłam się pewnym swetrem.
Fason swetra daleko odbiegający od modowych trendów jesień/zima 2016.
Spytacie co mnie tak urzekło?
-włóczka, piękna kobaltowa, przeplatana delikatnym srebrnym włosem.
Z przeznaczeniem do sprucia, kupiłam ten rozciągnięty, ale nie zniszczony sweter za 6 zł. z groszem.
Wyprałam, sprułam i wyprostowałam włóczkę metodą czujnikową. link
Plan udziergu na razie tworzy się w głowie.
Na zdjęciu poniżej część swetra do sprucia. Sami widzicie: jest co robić:D



Pozdrawiam:)Ewa


środa, 9 listopada 2016

Optymistycznym krokiem w jesień...


Jeśli jestem meteopatką to tyko w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nie mam skłonności do jesiennej melancholii, jednak aura jesienna co raz zuchwalej panoszy się po domu.
Nikt jej nie zaprasza. Sama wkrada się przez okna w raz ze zmrokiem.
I choć czasem pokazuje te lepsze strony pięknych jesiennych barw i nie licznych promyków słońca to jednak chłód przenikający przez nasze palto uzmysławia nam, że to już nie lato...
Co raz to częściej, bezczelnie rozsiada się na mojej ulubionej kanapie przypominając mi uciekający czas tego roku.
Nie długo listopad zdmuchnie kolorowe liście i szarość nadejdzie.
To teraz czas zwalnia. Nawet mój pies się przestawia na tryb zimowy, więc i ja szykuję się mentalnie do tej pory roku, która w brew pozorom, może sprawiać przyjemność.
Cóż jest lepszego o tej porze od wtulenia się bezkarnie w miękki koc z ciepłą herbatą w dłoni, czy też kieliszkiem rozgrzewającej nalewki, dobrej książki oraz nieodzownych robótek ręcznych?
Świat się nie kończy:) Mamy: bliskich, znajomych, blogerki, kino, teatr, spacery w ostatnich promykach słońca...a nawet jak jest plucha to parasol pomoże:D
Jak to mówią: nie ma złej pogody tylko złe ubranie...
Tak często przypisujemy sobie melancholię, apatię, nudę... zwał jak zwał, jesieni. To chyba takie nasze przyzwolenie, bo jak jesień, to musi być smutno...nic mylnego.
Pomysł !!!
Grunt to go mieć, najlepiej na siebie, bo jak tego nie posiądziemy to nawet słoneczne lato humoru nam nie poprawi:D

Człowiek całe życie się uczy.
Odkryłam w tym roku owoc pigwy, a raczej  pigwowca. Jest znaczna różnica pomiędzy tymi dwoma owocami.
Przede wszystkim różnią się wielkością, smakiem i aromatem.
Nie zdając sobie sprawy jak wartościowy krzew rośnie blisko bloku mojej mamy, zaprzepaściliśmy parę ładnych sezonów jesiennych na zebranie tego jak bardzo wartościowego owocu.

Najpierw skroiłam do małych słoiczków owoc, przesypując cukrem i miodem. Do jednego słoika dodałam jeszcze imbir taki klasyk.
Po odstaniu owoce i sok zastępują cytrynę do herbaty. Przepyszne i zdrowe.
W drugiej kolejności owoc poszedł na nalewkę z dodatkiem laski wanilii, cynamonu i goździków. Pachnie pięknie.         Na moc jednak muszę poczekać.                                                                                                                                         Póki co raczę się nalewką robioną latem z malin i wiśni.
Uwielbiam zamykać owoce w słoiki i chomikować, żeby mieć tą przyjemność delektowania się w długie wieczory.




Zapraszam na WDiC do Maknety czytamy i dziergamy :)

Dziś króciutko; prócz robótki czytam to samo co w zeszłym tygodniu. tu
Nie spiesznie kartka za kartką poznaję losy rodziny Jaszich.
Bardziej spiesznie wywijam drutami, bo na nich ciepły sweter się robi.
Dodam tylko, że to model męski.




Pozdrawiam:))Ewa

środa, 2 listopada 2016

Szal i czapka dla Pauli


 Plan wykonany w terminie:D
Szal i czapkę dla córki udało mi się wykończyć do słownie dzień przed jej przyjazdem.
Od razu wykorzystałam ją w charakterze modelki

Wzór patentowo-warkoczowy, jak to u mnie bywa znowu jest powtórzony. Takie było życzenie córki:))
 Znajdziecie go na moim starym poście tu
Zużycie materiału to pięć motków Drops Alpaca MIX kolor: 3969



Zaczynam czytać drugi tom Ósme życie Nino Haratischwili.

To kontynuacja  fikcyjnych losów gruzińskiej rodziny Jaszich.
Do pierwszego tomu zachęcałam nie dawno w poście jesiennym tu
Książka bardzo mnie zachwyciła, więc jak tylko miałam sposobność do przeczytania drugiej to wszystkie inne stosy i stosiki książek na razie poszły w odstawkę.




Bardzo lubię zaglądać w Wasze posty, a dziś środa z Maknetą to z przyjemnością odwiedzę Wasze blogi:))
Pozdrawiam:))Ewa

wtorek, 18 października 2016

Pompon dla siostry

...zimno nadchodzi...niestety...
Biorę druty  w rękę i narzucam coraz to więcej oczek na czapki, chusty i szale dla całej rodzinki.
Najpierw dla siostry: chusta tu , potem czapka i pompon musi być, bo takie życzenie:)
I proszę jest ogromny...:-)

Następna w kolejce córka, ale to za tydzień.
I ciepły sweter dla mężczyzny mojego życia:))

Ogólnie to takie plany na najbliższy miesiąc.
Kurczę:znowu braknie czasu na ozdoby świąteczne:(



Żeby napisać parę słów na temat książki, którą obecnie czytam muszę sięgnąć pamięciom trzy lata do tyłu żeby w ogóle przypomnieć sobie główne wątki  
W tedy to zachwycałam się trzema pierwszymi częściami znakomitego duetu M. Hjorth i H. Rosenfeldta zadając sobie pytanie: czy powieść szwedzka jest nowym gatunkiem literackim? TU


Na kolejną czwartą musiałam długo czekać, bo aż trzy lata. Trochę to za długo, żeby w lot połapać wszystkie wątki.
Ale warto było poświęcić trochę uwagi, bo thriller przedni.
Niemowa jak i wszystkie książki z cyklu Sebastianie Bergman są znakomite.
W książce jest wszystko to co lubię w skandynawskich kryminałach.
Świetnie wpleciony wątek kryminalny w tło obyczajowe i bardzo wyraziści bohaterowie uwikłani w swoje problemy dnia codziennego plus wartka akcja. Nic dodać nic ująć...

W mojej biblioteczce duet autorski stawiam koło tak znanych autorów jak Stieg Larsson i Camilla Lackberg
Chyba do tej pory nic równie dobrego nie czytałam, więc polecam  ale od pierwszej części.





Dziękuję wszystkim za ostatnie odwiedziny mojego posta i miłe komentarze:)
Pozdrawiam:)Ewa

środa, 12 października 2016

Expresowy zwyklaczek

Tak bardzo się zapierałam, że już nigdy czarnej włóczki. Dość kominów, szali, czarnych czapek dla córki [brrr...]
Jak to zwykle bywa: nigdy nie mów...nigdy
W magicznej szufladzie znalazłam odrobinę dziwnego moheru i zaczęły się kombinacje z czym by to połączyć? Za mało na cały swetr, a czapka raczej nie w moich kolorach, więc do czego będzie pasować? Do czarnej włóczki, a jak że!

Tak powstał zwyklaczek u dziergany w tempie expresowym metodą najszybszą jaką znam, czyli od góry, bezszwowy.
Z założenia miał być krótki, bo tylko miałam trzy motki włóczki ALIZE  lanagold fine i ciepły 49% wool /51% acrylic. Szczęście, że się zmieściłam w moich planach, nawet trochę czarnej włóczki zostało.

Pierwszy raz robiłam z Alize i w pełni spełniła moje oczekiwania. Włóczka bardzo dobrze się układa. Myślę, że świetne wychodziłyby z niej wszelkie sploty warkocz-owe: muszę spróbować:)
Nie wiem jaki będzie po praniu, jak  co, to się zwyklak  wydłuży i też będzie do użytku:))

A, że dziergam i czytam razem z Wami to dziś słów kilka o bardzo ciepłej, sympatycznej książce                                   pt. Róża Północy Lucindy Riley. Autorka dość popularna wśród literatury kobiecej.
Pierwsze spotkanie z twórczością pani Riley było nie udane, jednak dałam sobie jeszcze szansę i nie żałuję: Róża Północy okazała się książką trafioną. 

Saga rozpisana na dwa światy i dwie płaszczyzny czasowe. Oczywiście zawsze wolę tą starszą od czasów współczesnych choć zazwyczaj się z sobą zazębiają.
Książka ta, to typowy pochłaniacz czasu. Czyta się lekko i z wielką ciekawością.
Polecam osobą, którzy szukają lekkiej egzotyki na wielu płaszczyznach kulturowych.
Główna bohaterka to Hinduska, którą los zaplątał w świat arystokracji Londynu.
W pierw poznajemy ją jako sędziwą staruszkę, mentorkę rodziny, która wprowadza nas w historię jej samej i osób towarzyszących po czasy współczesne.
Lektura zaprasza nas w nostalgiczny świat XX wieku.




Zapraszam Wszystkich na pogaduchy u Maknety , co środę WDiC
Pozdrawiam. Ewa:))


wtorek, 11 października 2016

Moja jesień

...jesień złota, frywolna z promieniem słońca.
Taka była jeszcze tydzień temu w sobotę z moją siostrą na Szyndzielni:))