Wrzesień prawie minął, nie wiadomo kiedy i jak szybko. Z moich obserwacji to i u Was blogowy przestój, w tym miesiącu długi. Rozumiem, po lecie czas do obowiązków. Ale, ale do okien puka już jesień i zobowiązuje nas do zrobienia nowej chusty, czy szala. Zimno idzie, otulać się trzeba.
Ja to już nawet termofor sobie zakupiłam x D)) na siedzenie pod kocykiem...uwielbiam ten czas jesienny, niespieszny, spokojny, przytulny...
![]() |
zdj.pochodzi ze strony pani Agnieszki Maciąg |
Na początek sezonu zrobiłam chustę po skosie. Prostą, niewielką, bo z trzech motków Dropsa- jeden motek kolor czarny Fabel i dwa motki Delight nr 10. Druty nr 3,5 mm
Zamysł na zrobienie chusty był z początku znacznie inny. Miała powstać wersja Julietty wg. projektu Renaty Witkowskiej tu
Projekt nabyłam już dość dawno w tak zwanym czasie mojego wypalenia dziewiarskiego, na zasadzie: nic mi nie wychodzi to chociaż nowy wzór sobie kupię może wena napłynie. Nic z tego, a to włóczki odpowiedniej nie miałam, a to coś tam...wiecie: baletnicy to i szczerbek przeszkadza u spódnicy:D W końcu, jak Pani Renata zrobiła modyfikacje wzoru na cienką wełnę to się skusiłam. No i chyba z rozumem się zamieniłam i fantazja mnie zbytnio poniosła...źle dobrałam kolory. Czarny zlał się z ciemnym melanżem, efekt sami widzicie, mizerny:(
Takim o to sposobem powstała moja wersja zupełnie innej chusty jesiennej na już. Julietta musi jeszcze poczekać na swoją kolej.
W plenerze nie zbyt okazale się prezentuje, więc proszę...zamieszczam wersje domową, wieszakową :-)
Ewa:))