Świąteczne porządki czas zacząć, wiadomo;)
Zaczynam od okien i od czegoś nowego. Czyli nowa firanka w oknie i dekoracje zwiastują Wielki Tydzień.
Myślałam, że nie zdążę jej zawiesić. Najpierw była za wąska i trzeba było poprawki nanieść.
Teraz też do końca nie jest taka jaką sobie wymarzyłam. W wersji ostatecznej górna bordiura ma być przyszyta do popielatego materiału. Ale to już po świętach. Na razie pozostanie w połączeniu ze zwiewnym muślinem.
Zdjęcie górnej części okna
Dolna, jak się domyślacie:D
Wzór znalazłam w internecie, gdzieś w gąszczu schematów zamieszczonych na Fejsie.
Bardzo mi się spodobał. Gęsta koronka zasłania to co ma przysłonić, czyli betonowy parking:D
A promienie słoneczne pięknie przechodzą i mienią się w odbiciu przeciwnej szklanej ściany.
Po lewej wersja robocza, jeszcze nie zblokowana.
Materiał: kordonek Muza 20 100g/830m
Zużycie: nie całe dwa motki
Szydełko nr 1,25 moje ulubione
W planach kolejna firana tym samym wzorem tylko zawieszona pionowo.
Dziś bakcyla siatkowego ciąg dalszy...
Wkręcona w szał szukania na FC schematów siatek znalazłam oto tą najprostszą siatkę zwaną paryżanką
Paryż(?) każdy ma swój:D Odnalazłam go w zwykłej siatce... he,he...
Czasem odnajduję w literaturze. Nigdy tam nie byłam i nie wiem czy paryżanki noszą takie same siaty jak my Polki? Pewnie noszą.
Moje ukochane ostatnio robótki powstały z potrzeby serca.
Dla Córki większa, żółta na ramię, bo woli wór na plecach:)) A dla mnie mniejsza, taka do rączki:))
Oby dwie są mocno pakowne. I jak na nie patrzę to wydają mi się takie radosne.
Pierwszą siatkę-żółtą zrobiłam dokładnie taką samą jak p. Jola Mazurek na swoim kanale YouTube
Zakupiłam po trzy motki z koloru YarnArt JEANS PLUS
Szydełko nr 4
Po skończeniu nie do końca byłam przekonana do wzoru, bo paryżanka po wypełnieniu produktami już nie była paryżanką tylko workiem na ramię. Ale to nic...kwestia gustu. Mojej Pauli się podoba:)
Druga kwestia, bardziej przydatna na przyszłość w dzierganiu to zużycie materiału.
Zaczynając trzeci motek byłam już na końcu pracy. Dosłownie zużyłam nie duży kawałek nici z trzeciego motka. Po co tyle kupować?
Przy drugiej byłam już mądrzejsza i zaczęłam mniejszą ilością oczek-25o. łańcuszeka
Kratki - 6o. a nie 7o. łańcuszka.
Wyszła mniejsza, zgrabniejsza i jeszcze zostało włóczki z drugiego motka. Śmiało mogłam zrobić ją na ramię z 60 oczek, a nie 70 oczek jak jest w schemacie p. Mazurek.
Jestem z nich bardzo zadowolona:)
Siatki przyniosły mi radosny akcent w raz z powiewem wiosny:)) Mam ochotę na więcej.
Robi się szybko, można nawet w jeden dzień u dziergać coś radosnego.
Siata jest już przetestowana w markecie i zdała swój egzamin:))
Po wielu próbach udało mi się skończyć siatkę ze sznurka. Nie miałam gotowego schematu, więc metodą prób i błędów udziergałam siatkę na zakupy. Za pierwszym podejściem wyszła za długa😜 Sięgająca podłogi, a może i dalej.
Ręce mi opadły, myślę sobie: kółka jej dorobię, będzie posuwista jak walizka ha...ha...
No i do prucia.
Za drugim podejściem efekt wyszedł prawie zamierzony 😛
Załapałam bakcyla na tego typu opakowania i mam nadzieję, że następne będą robione w mig:))
Ps.
Za namową mojej córki założyłam profil na fejsie. Nie jest on zbyt ważny dla mnie.
Ale...utworzyłam grupę Kołowrotek To mnie już bardziej cieszy:))
Grupa powiązana jest z moją stroną blogerską nawiązuje do moich robótek w bardziej szczegółowy sposób:) Bedzie tam więcej krótkich informacji z dnia codziennego. O czytaniu, gotowaniu i ćwiczeniach. Wzory, przepisy, wspólne wspieranie. Taki misz masz. Jednym słowem Kołowrotek musi się kręcić:D
Grupa jest zamknięta, ale serdecznie Was zapraszam. Znam wiele z Was i myślę, że miło by było spotkać się z Wami na portalu. Tym bardziej, że Google+ będą likwidowane :(
Zapraszam serdecznie LINK
Tak mało pisze postów, że chyba już popadłam w zapomnienie głębokiej czeluści internetu.
Hm...
Ale udało mi się w końcu skończyć chustę, którą dziergałam od nowego roku...nie spiesznie i bez zaangażowania.
W między czasie po głowie chodziły mi inne projekty. Nie chciałam nic nowego zaczynać.
Gdybym tylko odłożyła chustę, przepadłaby w głębokiej szufladzie.
A, że jestem porządnicka, to zebrałam się w sobie. W prawdzie trwało to dłużej i dokończyłam to dzieło wypocone.
Chusta okazała się bez pańska:D niczyja, porzucona i przez nikogo nie chciana:(
Brak w niej duszy mojej było.
Wszystko do czasu, gdy zobaczyła ją moja Mama.
To była miłość od pierwszego wejrzenia:))
Cieszę się radością mojej Rodzicielki ogromnie.
Zwieńczenie mojej pracy odbiło się w uczuciach bardzo sympatycznych i głębokich achów i echów obu stron:D
Prezentacja, też średnia. W plener nie chciało się iść, bo szaro, światła brak.
Sesja spontaniczna robiona jedną ręką. A jedną ręką to można się podrapać w ...wiecie w co(?)
Trzeba być nie złom Joginką żeby samemu dobrą fotkę strzelić.
Pracuje nad tym intensywnie. Niestety, w tym wieku wielu pozycji już się nie zrobi Ha...ha...
Dzisiaj chusta dla Basi:)
Zrobiłam końcem ubiegłego roku, dokładnie przed gwiazdką w prezencie.
Pomysł mojej córki dla bliskiej jej osoby.
Czułam się trochę jak św. Mikołaj przekładając oczka tej chusty, wiedząc że otuli szyję Basi:D
Pomysł i dobór kolorów był mojej córki.
Inspiracją do wzoru był model chusty Mabelle ze strony Dropsa Tu
Wykonanie moje.
Druty nr 4,5 mm z żyłką. Najlepiej bardzo długą. Ja robiłam na 100 cm. i na sam koniec ledwo się mieściłam na żyłce.
Chustę dzierga się po długości dodając oczka z boków i w trzech rzędach co któreś oczko narzutem.
Powstaje linia ażurowych dziurek.
Możecie sobie wyobrazić jak szybko chusta robiła się co raz cięższa.
Ostatni rząd wykończony pikotkami.
Włóczka to Drops Alpaca.
Kolorystyka może być dowolna i to jest fajne. Każdy może mieszać kolory jak lubi:)
U mnie jak widzicie trzy kolory wybrane przez córkę z myślą o guście obdarowanej osoby:D
-beż camel (302) x 2 motki
-żółty (2923) x 1 motek
-mix rdza (2925) x 3 motki
Niedługo jakieś podsumowanie zrobię:D Tak dla siebie. Lubię zaglądać do własnych notatek i cieszyć oko zdjęciami.
Lubię też bardzo Wasze podsumowania są takie mobilizujące :))
Trochę spóźniona, prawie o tydzień. Prezentuję wieniec adwentowy.
Przyczyną były sprawy techniczne, które mnie pokonały...
Wieniec robiłam oczywiście na pierwszą niedzielę adwentu, takie było założenie, taki był plan:)
Niestety zabrakło mi jednej szarfy, bo nie wyliczyłam metrażu. A przy ozdabianiu byłam tak skupiona na samym wianku, że po prostu przy odpakowywaniu świec z foli poobcinałam im knoty. Taka gapa ze mnie:D Świeczki do wymiany...prezentacji nie będzie:((
Dzisiaj braki nadrobiłam i oto jest:))
Obok choinki wieniec adwentowy jest co raz częściej kultywowany w naszych domach.
Stanowi przedsmak świąt Bożego Narodzenia. Wprowadza mnie w nastrój dni adwentowych.
W tym roku nie typowo obsadziłam go na stelażu świecznika
Ps.
Nawiązując do ostatniego wpisu (tu) chciałam wszystkim jeszcze raz podziękować za tak liczne wypowiedzi. Była to dla mnie niespodzianka i radość czytać Wasze komentarze.
Wiem na pewno, że wszystkie imiona są wyjątkowe! I na pewno kupię sobie czarną sukienkę:DD
Dzisiaj będzie trochę wspomnień
Kolor czarny, kiedyś... dawno, był dla mnie jak druga moja skóra. Nieoderwalnie przyklejony do mojej osoby.
Był jak kurtyna za którą młody człowiek chce się tylko skryć i bezpiecznie przeczekać. Tylko co? Młodość, przemijającą urodę(?) A może skrywa się przed samym sobą. Wciąż pretensjonalnie buntując się przed światem i notorycznie zadając pytanie o sens swojego istnienia.
Taka byłam...
Dzisiaj na szczęście jest oznaką stylu, dobrego gustu.
Na wspomnienia nałożyły się dwa przypadkowe zdarzenia.
Ryan Socash, youtuber z kanału Kult America nagrał klip do popularnego utworu
KSU "Moje Bieszczady"
Tak, KSU punk rockowa kapela to mały etap mojego życia.
Była też fascynacja zespołem The Doors, kultowym filmem biograficznym J. Morrisona.
A imię jego kobiety, Pamela wydawało mi się najładniejsze na świecie.
Mało brakowało a tak nazywałby się moja Córka. Miała być po prosu Pam.
Rodzina kręciła nosem, co to za imię. Więc może Paulina? Już był jakiś kompromis ale dla mnie dalej mało oryginalny. Niech będzie chociaż Paula , lepiej brzmi tak pomyślałam:))
Ostatecznie córka została ochrzczona Paula Teresa po Babci.
A czas i tak zrobił swoje i przekornie wszyscy mówili na nią Paulina:D Mówili...
Wiem, że bardzo tego nie lubi i teraz w jej dorosłym życiu staramy poprawnie używać imienia Paula:))
Może macie ciekawe historie związane z wyborem imion dla Waszych pociech? Piszcie...
Wracając do klipu KSU to polecam do obejrzenia.
Nie koniecznie ze względu na styl muzyczny. Choć on akurat w tym klipie jest bardzo łagodny i sensowny.
Klip przyciąga uwagę pięknymi widokami jesiennych Bieszczad co skłoniło mnie do podzielenia się niewielką moją historią:D
Pochłonęły mnie te wspomnienia i główny bohater czarny sweter zszedł na drugi plan.
Choć dalej jest dla mnie efektowny to mało dziergam tym kolorem tylko dla tego, że męczy oczy.
Drugi powód to psia sierść niestety bardzo widoczna na czarnym, więc mało użyteczny w domu.
Robiony z góry na dół. Lekko poszerzany dodawanymi oczkami z przodu i równolegle z tyłu.
Wzór ażurowy zaczerpnięty z bloga IK-reatywnej Agnieszki
Ściągacz według wskazówek Reni tu 2 oczka prawe, 1 oczko lewe
Cieszę się z niego. Jest mięciutki i przyjazny dla ciała.
Włóczka to Drops Flora robiona podwójną nitką, druty nr 7mm
Zużycie materiału to 6 motków, choć nie jestem pewna czy nie zaczęłam siódmego motka ( hm...)
Ps.
W rytmie piosenki Dorsów: baby light my fire kołysałam moją maleńką córkę.
Byłam bardzo młoda, zbyt młoda...Kocham ją nad życie:)))
Rozdzierająco bolesna historia miłosna jakich wiele.. Temat truj kontu
małżeńskiego nie jest nam obca w literaturze i na ekranie. Można
powiedzieć: -o tym już czytałam.
Sięgnęłam po tą książkę ze względu na autorkę, która jest mi znana z książki pt.Powtórnie narodzony
Książkę tą zaliczam do moich ulubionych pod każdym względem.
Truj
kont, zdrada... jakby nie oceniać to miłość, ból i adrenalina. Ile
autorów tyle opisów miłosnych uniesień i klęsk, zawodów...
Książka Margaret Mazzantini ujęła mnie z innej perspektywy: mężczyzny.
Tak,
główny bohater to cynik jakich wielu wyrachowanych mężów ziemia nosiła.
Ale mało kiedy czyta się prawdziwą próbę rozliczenia się z samym sobą i
to w wydaniu płci męskiej.
Swoim początkiem dość kontrowersyjna,
czyż ojciec powinien opowiadać swojej córce o tym jak zdradza matkę? I
to tak drastycznej sytuacji na pograniczu życia i śmierci córki?
(wybaczam
autorce, musiała mieć punkt zaczepienia. równie dobrze główny bohater
mógłby snuć swoje wynurzenia umierającej żonie(ha,ha...))
Mimo początkowego niesmaku ujęła mnie ta historia stylem.
Język jest absolutnie genialny. Metaforyczny, piękny, na swój sposób poetycki. W innych miejscach cudownie banalny.
Autorka mnie nie zawiodła.
Dzisiaj na plan pierwszy powinna z założenia wysunąć się moja dziergana praca czyli brioszka.
Brioszka jak to brioszka większość z nas ją zna, nic szczególnego. Wzór prosty iście telewizyjny:))
Zrobiłam ją jako pierwszą prace po dłuższym oddechu nie robienia nic. Odłożyłam do szafy, bo i pogody na nią nie było.
Mamy już listopad a słońce nie daje za wygraną. Ściera się z mgłami o poranku, a wieczorem z chłodniejszym mrokiem.
Skoro tak piękną jesień mamy to prosto w plener wczoraj poszliśmy. I tak na moje oko to szal chowa się w tej okrasie jesiennych kolorów:D
Zapomniałabym napomknąć o włóczce...
...i tu sama siebie zaskakuję, wybieram dwa kolory Kotka 100% akrylowej, trzeszczącej w palcach włóczki na drutach:((
O książkach przeczytanych przez cztery ostatnie miesiące pisać mogłabym wiele. Ba.. mogłabym bloga osobnego założyć:D
Ale nie o to chodzi...recenzować to trzeba umieć, a ja tylko napomyka delikatnie. Po za tym książka nie zawsze gustuje tak samo w człowieku.
Pokazuję tylko te, które mi osobiście przypadły do gustu.
Dzisiaj "Nieczułość" Martyna Bunda
Powieść utrzymana jest na poziomie dobrego smaku i gustu literackiego autorki, pisana dojrzałym stylem z głębi kobiecej duszy. Nieczułość to książka o kobietach, siostrzanej miłości. Choć każda inna to na swój sposób solidaryzują się i wspierają w życiu.
Są i mężczyźni ważni, bo przy ich boku stojący. Ale czy do końca są ich wsparciem i ostoją? Na pewno wpływają znacząco na codzienność.
Przeczytajcie i oceńcie sami. Polecam, to bardzo dobra książka sięgająca historii okraszonej biedą i okrutną przemocą.
Jeszcze jedno zdjęcie w pięknej jesiennej scenerii.
Lato za pasem, jesień u boku a ja nadal zbieram chęci do napisania postu jak przysłowiowa sójka z a morze:))
Witam i wracam ponownie do grona zacnych dziewiarek i moli książkowych.
Dla ciekawych mojej nie obecności, woli sprostowania, przerwa przyszła do mnie, ot tak sama z siebie z wypalenia.
Sama jestem zdziwiona, bo trzy miesiące bez przerzucania oczek to jakby wpaść w czarną dziurę czasową:))...dobra, na szczęście po ciepłym lecie wyjęłam z dziury druty i śmigam różne okrycia, którymi będę się dzielić z Wami:)
Chusta powstała z inspiracji wzorem Féile pani Justyny Lorkowskiej.
Materiał to nie całe dwa motki Alpaca: perłowo-szary, jasny 9020 i dwa motki Flora: mix ciemny szary 05
Zdjęcia robione komórką, sama do końca nie wiem, czy jakość jest do przyjęcia.
Co innego widzę na moim starym monitorze i co innego na komórce.
Mam nadzieję, że będzie Wam tu miło zerknąć:)