poniedziałek, 4 maja 2020

Spódnica II


Muszę się podzielić uczuciem wielkim...zakochałam się 💕
Zakochałam się w spódnicach szydełkowych.
Nie dawno powstała pierwsza tu biała lniano- bawełniana. Tak mnie zauroczyła, że od razu przeszłam do czynów i tą samą włóczką machnęłam w dwa dni drugą, niebieską.
Pewno na niej nie skończę. Tyle świetnych wzorów znalazłam na grupach FC.
Nie mogę się powstrzymać od oglądania. W planach z pięć na pewno zapisałam.



Bardzo jestem z nich zadowolona:)
Noszą się świetnie! Brakuje mi tylko odpowiednich bluzek do kompletu. Ale to musi poczekać do otwarcia sklepów.


Materiał: 8 motków Scheepjes Linen Soft
Kolor: 615
Szydełko: 3,5 mm



Zdjęcia robione były tydzień temu. Była piękna słoneczna pogoda i pierwsze wyjście bez rajstop.
Co widać, nogi świecą bielą młynarza





Ewa:))

wtorek, 28 kwietnia 2020

Miód na serce


Wiem...traktuje mojego bloga bardzo po macoszemu.
Albo ja za nim nie nadążam albo moje prace tak szybko się nie robią. Chyba jednak to pierwsze.

Witam się dzisiaj z mojego miejsca gdzie komunikuję się z rodziną i znajomymi. A więc i z Wami:))

Większość z nas pokazuje się ludziom na kamerkach z anturażem w tle.
Często są to książki, ba całe ściany książek. Co widać często w telewizji. Podobno coś to tło ma wyrażać w naszej osobowości.
Wiecie: książki, że niby tacy mądrzy i dostojni jesteśmy. A z tyłu tektura:)
Jak na dziewiarkę przystało  u mnie serducho za mną, zrobione na szydełku.
A zdjęcia całkiem spontaniczne jak i ten post.
Grzywka jak widać żyje swoim życiem. Siwizne od lat pierwszy raz farbowałam sama.
No nie do końca sama, bo mój mąż miał w tym wielki udział. a jego zaangażowanie przerosło nawet mnie.
Pomagając miałam wrażenie jakby moją głowę potraktował zadaniowo, jak malowanie ściany.
Takie wcierki mi robił:D



To gniazdko uwiłam sobie z potrzeby. Żeby nie zwariować to do ludzi trzeba. Choćby przez kamerę.
Z tego też powodu więcej rozmawiam przez wszelkie komunikatory. Święta też tak spędziłam, odizolowana od najbliższych mi osób.
Choć było to na początku nie do pomyślenia to jednak dałam radę i nie było to takie straszne.
Za sprawą internetu słowa same nas niosły i co najważniejsze przyniosły ukojenie.
Teraz doceniam sobie jeszcze bardziej technikę. Za jej sprawą mogłam spędzić wiele godzin na pogaduchach wesołych, czasem smutnych, czasem niedorzecznych chichocząc popijając drinka.
Nawet gotowanie na ekranie było. I jaka zgodność, nikt nikomu w drogę nie wchodził. Myślę tu o kuchni:) Same dobre rady, miód na serce...



Mój osobisty anturaż. Ciekawe co z niego wyczytacie?


A to drugie serce, wisi w oknie na przeciwko mojego punktu komunikacyjnego.


Obiecuję, następny wpis będzie bardziej twórczy jak na dziewiarkę przystało.
Póki co jestem obecna na Waszych blogach i serdecznie pozdrawiam:))Ewa

poniedziałek, 23 marca 2020

Spódnica


...moja pierwsza.
Droga do niej była długa.
Z miesiąc temu albo lepiej zakupiłam włóczkę. Pomysł na nią z góry był zaplanowany. Miała powstać letnia bluzka na szydełku.
Był plan, motki, schemat i marzenia o ciepłym lecie. Nawet sesje zdjęciową zaplanowałam nad ciepłym Adriatykiem.
O ja głupia!



Najpierw ni jak dekolt w bluzce nie wychodził. Cztery podejścia za piątym sprułam i w kont rzuciłam.
Doświadczenie tylko takie, że włóczka bardzo wytrzymała, zniosła to miętolenie. Siłą rzeczy kolor z białego na brudny się zmienił.
Po czasie myślę sobie: szkoda tak drogiej i dobrej nici. I tak pomysł, który rodził się wiele lat w głowie w końcu zakwitł. Piłeczki w mózgu się zetknęły i bęk...robię spódnicę.



Spódnicę , która rośnie w moich rękach i co raz to bardziej cieszy.



Tego postu tak na prawdę miało teraz nie być. Dalej w marzeniach był Adriatyk.
Niestety w dzisiejszych okolicznościach wirusa nasz plan wyjazdu planowany na początek czerwca leży pod dużym znakiem zapytania.
Godzę się z tą smutną rzeczywistością i pewno jak wiele z Was czuję obawę niepewności każdego dnia.
Lato i tak przyjdzie. Oby było gorące i wszystko już minęło...



Kochane moje chwalę się nią dzisiaj, bo jestem z niej bardzo zadowolona.
Jest mięciutka, przyjemnie się układa. Może tylko podszewki brak ale to się da zrobić.
Mężuś chwali...a ja przeglądam się w lustrze i myślę: do lata, do lata by się szło...



Materiał: 7 motków Scheepjes Linen Soft
Kolor: 630 biały
Szydełko: elementy 4 mm, reszta 3,5 mm
Spódnica przeszła już test prania ręcznego. Polecam, nic a nic się nie rozciągła. Dokładnie jak producent zapewnia jest wytrzymała i z pewnością można prać ją w pralce.
Zakupiłam 10 sztuk. Z reszty zrobię torebkę i na pewno ją sfotografuję w słonecznym miejscu. Marzenia trzeba mieć!

Pozdrawiam:))Ewa

środa, 11 marca 2020

Strzałka

:))
 


Tak to już jest, blog dziewiarski potrzebuje sporo czasu na opublikowanie kolejnych wpisów.
Nie następują one raz za razem z powodu czysto technicznych. Wiadomo większy projekt powstaje średnio do miesiąca. Jeśli trafią nam się po drodze niespodzianki typu muszę znowu pruć, to nawet dłużej. No chyba, że to coś małego: czapka, szybkie mitenki to lecimy jak błyskawica lub strzała którą nawiązuje do mojej ukończonej pracy.
Pracy w tak zwanym między czasie jednej zaczętej robótki i jeszcze nie skończonej drugiej.
Trochę może się to zdawać poplątane jak moje projekty w tej chwili.


 

Po kolei:)


Będzie ponad miesiąc jak zaczęłam białą bawełniano-lnianą bluzeczkę na szydełku. Prułam, zmieniałam koncepcje i tak w kółko. Odłożyłam.
Zaczęłam swetr z innego materiału na drutach. Zabrakło materiału, przerwa czysto techniczna.
W głowie milion przeróżnych pomysłów i kombinacji byle tyko nie wracać do szydełka.
I jak widzicie z resztek alpaki Dropsa różnego rodzaju powstała błyskawiczna Strzała w nie cały tydzień. Da się!
Koncepcja kolorystyczna w założeniu była taka jak na zdjęciu powyżej ułożone są moteczki.
Jednak w czasie dziergania okazało się, że kolory zaczęły żyć własnym życiem :D I na druty nawijały się inaczej:DD



Bardzo dobrze przerzucało się te oczka.
Strzałka dała mi spełnienie potrzeby szybkiego efektu. I motywację do skończenia reszty:)
Zdradzę tylko:- z białej bluzki będzie spódnica buhaaa






Pozdrawiam:)Ewa


poniedziałek, 10 lutego 2020

Tak to dzisiaj wygląda...

... na dworze hula wiatr, zacina deszczem w szybę.
U Was pewno podobna aura się roztacza brrr...
Idealny dzień na małą czarną, ciasteczko i to co lubię książkę.
Dzisiaj czas na czytanie, bo dziergania mam już dosyć. Trzeci raz pruję dekolt w białej bluzce.
Trzeba przewietrzyć tą robótkę aby mocy nabrała. Póki co, odkładam i za inna się nie biorę, bo to droga do dziewiarskiej utopi prosta:D
Smaczne ciasto z Prince Polo znajdziecie na stronie https://www.mojewypieki.com/przepis/ciasto-z-prince-polo




 Miłego dnia:))Ewa


poniedziałek, 27 stycznia 2020

Czarny jak smoła:)


Szala ciąg dalszy...
Brawo Ja! Skończony, uprany, fotka jest. Czeka tylko na przesłanie do Gdańska.
Zima jest jaka jest, może jeszcze zdąży się Córka szalem otulić w lutym.
Szal wyszedł taki jak chciała, duży, gruby i ciepły. No...i przede wszystkim czarny.


Turecka włóczka Alizen alpaca royal okazała się nie taka straszna. W miarę miękka z lekkim włosem. Jeśli chcecie zrobić tańszym kosztem gruby szal to ta włóczka się nada.
Wzór znalazłam w internecie. Jest to ścieg brioszkowy, angielski. Najlepiej sprawdza się na szalach, czapkach. Daje wrażenie objętości robótce.
Zużyłam nie całe 4 motki, druty 4,5 mm

Moja Fidżi (Figa, Figunia, Fidżetka), ostatnio bardzo często towarzyszy mi podczas robienia zdjęć.


Coś o książce, którą większość przeczytała lub ma w planach.
Książka, książki nr1 na półkach czytelniczych. Rozchwytywane w bibliotekach
U mnie nie ma ani jednego egzemplarza, a kolejka do przeczytania rośnie.
The Nobel Prize-Olga Tokarczuk.

Zacznę od tego, że trochę mi wstyd za taką opieszałość w czytaniu. Wszak autorka na rynku jest już dobrych parę lat. Na usprawiedliwienie dodam, że nazwisko tej zacnej pani przewijało się w mojej ogromnej bibliotece książki elektronicznej.

"Bieguni" to książka z jednym wątkiem spajającym całość. Wątkiem  podroży. Podróży człowieka przez całe swoje życie.
Gdzie są i dokąd zmierzają, po co, z jakimi konsekwencjami? To pytania, które ciągle zadajemy różnym bohaterom poznając ich w różnych momentach i miejscach na ziemi i w czasie.
Bieguni to nic innego jak RUCH, czynność, ciągłe przemieszczanie.
Może brzmi to dziwnie i nie spójnie ale autorka w sposób bardzo zgrabny ogarnia całość. Mimo tego, że czasem się zwyczajnie gubiłam to starczyło tyko sobie przypomnieć, że czytając tą książkę, w tej sekundzie jestem w ruchu czyli w podróży z tym bohaterem i zmierzam w kierunku mojego bieguna.
Ci którzy czytali mam nadzieję, że wiedzą o co mi chodzi.

Książka globalna, wielowymiarowa, doskonała!

Nasza Polka Olga Tokarczuk Noblistką  w dziedzinie literatury.

Jeszcze nie znając dorobku autorki ucieszyłam się, tak zwyczajnie z miłości do formy pisanej.(choć sama nie raz sadze błędy i już się tego nie wstydzę. Nikt doskonały nie jest)

Potem, gdy z fanfarami nadeszła fala hejtu, zwyczajnie byłam zniesmaczona tym jak ludzka zawiść może człowieka upodlić. Bo czyż nie jest prawdą, że sukcesy jednych wywlekają słabości innych?
Jakby tego było mało; to upolitycznienie autorki w ramach stron. Zarzuca się nie zgodność historyczną, infantylność porównywalną do literatury dziecięcej, co budzi we mnie śmiech i zażenowanie.

Ludzie: po pierwsze, przeczytajcie, dokształcie się. Jak zwyczajnie czegoś nie rozumiecie, odpuście. Nie wszystko jest dla wszystkich. Tak krzyczało moje serce.

Nie wiem, czy zasłużenie, czy nie pani Tokarczyk otrzymała nagrodę. Ocena nie należy do mnie.
Mnie to cieszy i gratuluję Noblistce.
Dla mnie Noblistą mógłby być np. Jakub Małecki. Cenię i lubię go, jak każdego odpowiadającego moim gustom literackim pisarza na rynku polskim.

Dla rozluźnienia inne oblicze Olgi znalazłam w necie, takiej naszej, dziewiarskiej :)


Ciekawa jestem czy Wam przypadła do gustu pani Olga Tokarczuk?
Mnie tak i chciałabym mieć takie dredy jak ona :D

Pozdrawiam:))Ewa

czwartek, 23 stycznia 2020

Damsko-męski szal



Mimo, że zima w tym roku to nie zima, ja dalej produkuję szale. I to na dodatek w kolorach niezbyt energetyzujących. Wręcz dołujących. Ale co zrobić obiecałam Córce, więc dziergam tym czarnym frustrującym kolorem.
Zwyczajnie było już mi wstyd, bo całą rodzinę obdarowałam, Paula dosłownie szmatę z przed paru lat zrobioną nosi.
A w domu pełno chust i szali kolorowych zalega.
Ale NIE, żaden nie pasuje, musi być czarny, czarny. Wiecie, najlepiej taka smoła.

Żeby tak ciemno od koloru nie wiało postanowiłam  wybrać się  z nim do lasu.
Las o dziwo mnie zaskoczył swoją barwą soczystego mchu. Jakby to wiosna była.
Zima w tym roku tylko z nazwy kalendarzowa. U nas gdzie nie gdzie śnieg leży, w górach nawet jest. 



Włóczkę wybierałyśmy razem. Zaznaczam oby dwie byłyśmy tylko w kontakcie wirtualnym. Siłą kompromisu padło na Drops Puna mix czarny. 
Hura, myślę sobie: Nie czerń i nie szary, dla mnie ciemny grafit.



Jak to często bywa przy konsultacjach internetowych wyszły późniejsze zawirowania.
W trakcie przerabiania już dość konkretnej ilości oczek. Moment, w którym już nie chcesz pruć, bo niby wszystko jest ok. Pauli przypomina się sweter kiedyś tam zrobiony z Puny, owszem bardzo ciepły ale gryzący.
I co? Już nie chce szala z Puny...wrrrr
Rzucam drutami i biegnę do pasmanterii. Promocje na Dropsa się już skończyły, o zgrozo...
Kupuję turecką Alize alpaca royal w głęboko czarnym kolorze. Smoła!
Ale o tym szalu w kolejnym wpisie.
Dzisiaj prezentuję ten pierwszy z Puny. Wyszedł całkiem, całkiem. Taki trochę damsko-męski unisex.
Gdybym miała zrobić dla siebie to byłaby chusta, pewno ażurowa. A tak mąż skorzysta, ponosi...w końcu jest posiadaczem dość obfitej brody, która chroni go przed okrutnym podgryzaniem.




Notabene, wełna po wypraniu nie jest takim strasznym wampirem. Chyba, że ktoś jest na prawdę wrażliwy, to nie polecam:))
Zużyłam 7 motków, druty nr 4mm
Wzór znalazłam na FC. 

     
                   To mniej udane zdjęcie z moją Bigielką. Zawsze wiernie towarzyszy.                              
                         

Cała ta historia zmusiła mnie do zrobienia dwóch szali jednocześnie. W tej chwili kończę drugi.
Nie długo odsłona.

Żeby nie było, ja bardzo lubię i noszę czarne kolory, są praktyczne i do wszystkiego pasują. Nie lubię tylko tym kolorem dziergać, bo zwyczajnie nie dowidzę i męczę oczy.

Pozdrawiam:)Ewa