środa, 10 sierpnia 2016

/WDiC-54/ czyli wspólnie czytamy i dziergamy

Po dość regularnych wpisach przyszedł czas dłuższej nieobecności.
Znalazłam się w sytuacji która trochę zaczęła mnie uwierać: przecież nie stoję w miejscu
Od pewnego czasu uczestniczę w warsztatach Frywolitek.
Dzięki uprzejmości Pani Jadzi, która jest mistrzynią w robieniu tak misternych prac supełkowych zgłębiam wiedzę jak posługiwać się czółenkiem i prosto splatać supełki.
Na razie z różnym zapałem staram się czegoś na uczyć.
Jak już osiągnę więcej niż umiejętność łańcuszka, kółeczka, łuczka i tak zwanej Józefinki to z pewnością Wam pokarzę moje pierwsze prace:))
To po niżej zdjęcie to prace Pani Jadzi, naszej guru mistrzyni;))






I zabrakło mi czasu na blogowanie.
Tak to jest jak głowa zajęta różnymi tematami.
W skrócie to lato mnie pochłonęło: a to wypady w góry, rodzina, spotkania, weki itd.
Mniej się dzierga a więcej czyta.
Od ostatniego spotkania na WDiC przeczytałam parę fajnych i dwie nie fajne książki.



"Samsara" Tomka Michniewicza poleciła mi kiedyś Anna i była to udana przygoda  z panem Michniewiczem, polecam. Sama jeszcze sięgnę po inne jego książki.


"Dom orchidei"  książka ta wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo w momencie mojego przesytu czytelniczego i okazała się dla mnie kompletną klapą.
Historia początkowo daje złudzenie ciekawej, ale im dalej tym gorzej.
Typowe do erotycznych romansideł tandetne dialogi, liczne kolokwializmy powodowały u mnie chęć porzucenia książki i kto mnie zna to wie, że dawno poszła w odstawkę. 
Przynajmniej wiem jakich książek unikać.



"Pani mnie z kimś pomyliła"  Miłe zaskoczenie.
Wiem ,że to debiut książkowy pani Łepkowskiej...wiem , że napisała tą książkę w trakcie rekonwalescencji niefortunnie złamanej nogi.
Ale jeśli mam być szczera, choć na prawdę nie życzę, to Pani Ilona mogła by w gipsie cały czas chodzić. Może by w tedy więcej książek pisała.
Jak większości wiadomo czasu ma nie wiele, pisze scenariusze do znanych nam seriali i () jako producentka telewizyjna i filmowa. Pisuje też felietony, więc kobieta mocno zapracowana i czasowo zajęta.
"Pani mnie z kimś pomyliła" jest super książką o prawdziwym życiu, pośpiechu dnia codziennego, emocjach.
Czyta się na jednym wdechu jakby się film oglądało.
Książka dotyczy głównie świata z drugiej strony kamery, czy też szklanego odbiornika, w który my się wpatrujemy a tak na prawdę nie znamy tej drugiej strony. Strony nie raz brutalnej,krytycznej, wydumanej, nawet wyłudzanej. Ludzi odartych z wszelkiej prywatności i pozbawionych własnego spokoju
O tym właśnie jest ta książka. O ludziach pędzących, ciągle w biegu do celu kariery, sławy, żeby na końcu zatracić siebie.
Czytając, myślałam cały czas o autorce. Ile siebie przekazała w tej historii? Przecież zna ten światek mediów bardzo dobrze.
Na pewno przemyciła swojego czarnego terriera rosyjskiego i pokazała czytelnikom jak można się w tym pędzie zatrzymać, a pomocni w tym nie zawsze są ludzie, często właśnie zwierzęta i my sami. Taka dogoterapia...
Niech nikt sobie nie myśli, że to jakieś tam małostkowe czytadełko...bo główna bohaterka z dnia na dzień z szaroburej kobietki po przejściach staje się gwiazdą telewizji i zamożną kobietą.
Można by rzec: ale lep, to się nie zdarza ot tak. Ale nic bez przyczyny się nie dzieje.
Książka niesie za sobą głębokie przesłanie a lekkie pióro autorki jeszcze to okrasza.
Polecam:))



"Przeznaczeni"   
To powieść dojrzała, dokładnie przemyślana i misternie skonstruowana.
To 543 strony absolutnie rewelacyjnej prozy.




"Jezioro tajemnic"   
To już trzecia część cyklu: Wyspa Lewis (tom 3) i całe szczęście, że ostatnia. Bardzo mi się nie z podobała.
Nie było w niej nic z pozostałych części, no chyba że główny bohater jeszcze bardzie pogłębiony w swojej winie, w sumie nie wiadomo jakiej?
A więc z niesamowitą historią i tajemnicą w tle, na którą czekałam sporo otrzymuję nudną, mało porywającą opowieść, która zresztą składa się z trzech rożnych wątków tak nie zgrabnie pasujących do siebie, że można się zastanawiać, czy każda z nich oddzielnie nie byłaby lepsza.
Akcji nie ma, a jeśli już to nie zwala  z nóg.
Zdecydowanie można sobie odpuścić część trzecią, żadna strata...:(( 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Czwarte urodziny

Z okazji czwartych urodzin naszej suczki zamieszczam post, trochę opóźniony. 
Powinien ukazać się 4 lipca, wtedy właśnie Figa przyszła na świat.

Na pierwszym zdjęciu ma 4 miesiące i jeszcze jest szczeniakiem. To drugie to już dorosła Figa na tym samym posłaniu.

Kochamy naszą sunie mimo, że straszny z niej uparciuch, wpycha się nam do łóżka i czasem ucieka.
Budzi nas swoim donośnym głosem, bo akurat za oknem przechodziły dwa wrogie jej psy.
Jest obżartuchem, który zmusza nas o trzeciej w nocy żeby z nią wyjść na dwór, bo wzywa ją potrzeba natury gastrycznej.
Oczywiście wtedy jej bardzo nie lubimy.
Ale potrafi nadrobić swoją cudną minką i złość przechodzi.
Towarzyszy nam w codziennym życiu i czasami mam wrażenie, że myśli sobie, że jest człowiekiem.
Szczególnie przy stole i na kanapie. Czasem patrzy w telewizję, jakby oglądała z nami ciekawy film:)
Wiernie towarzyszy mi w moich robótkach, czasem coś spsoci-kłębek włóczki rozwinie...
Figa to pies podróżnik.
Często na szlaku i długich spacerach z panem. Pani w tedy książki czyta:))
Nasza towarzyszka podróży po całe Polsce. 
Kierując się dewizą: pies szczęśliwy to pies zmęczony, zabieramy ją na wszystkie wyprawy od morza po górskie szlaki, spływy Dunajcem i statkiem po morzu .
I choć powroty czasem są męczące to uwieście mi bigle to kochają.


Zamieszczam jeszcze link do postu Figi jak była mała TU

Pamiętajcie, że pies to nie tylko miła pluszowa zabawka.
PIES TO NASZ TOWARZYSZ ŻYCIA. 
Przede wszystkim obowiązek i odpowiedzialność.
A rasa bigli nie jest tylko słodka, zapewniam jest trudna do ułożenia.
Ciekawych rasy odsyłam do zapoznania się w temacie wychowania i charakteru tego psa TU


środa, 22 czerwca 2016

Nic lepszego, niż saga i truskawki

Wspólne dzierganie i czytanie u Maknety

Ostatnio mój blog taki bardziej turystyczny się zrobił.
Wciągnęłam się w chodzenie po górach i choć znam wiele z tych miejsc z młodości to odkrywam je na nowo z innym smaczkiem i dojrzałym okiem.
Pochłonęła mnie moc gór i chętnie się tym dzielę (tu)
Czytania i dziergania nie opuściłam i choć mozolnie dalej dziergam sweter (tu) to w między czasie szukam fajnego wzoru na poduszki z kordonka.
Na razie mam plan zrobienia poduszki z elementów i sama nie wiem czy fajnie wyjdzie(?)

U mnie dzisiaj truskawkowo, więc i zdjęcia smakowite.
Robię przetwory, głównie dżemy i kompoty. Chyba nie znam kogoś kto w zimie nie zachwyciłby się tym smacznym owocem:)

A czytelniczo znowu weszłam na orbitę.
Choć nie zawsze lubię czytać sagi. Głównie dla tego, że nie zawsze polubię bohaterów i wcześniej czy później znudzą mnie ich historie.
Na szczęście nie ze wszystkimi tak jest.
"Stulecie Winnych" to druga część którą właśnie kończę i jestem mile zaskoczona.
Oceniam ją jako całość, nie oddzielnie jak to większość robi zgodnie z zasadą: pierwsza część super a reszta jak cię mogę...
Każda z nich dotyczy innego czasu i innych bohaterów którzy z biegiem czasu dorastają do kolejnej części.
...no ale to chyba o to w sagach głównie chodzi(?)
Kolejne części czytam z wielką przyjemnością i uwielbiam w nich wszystko, od wielowątkowej fabuły historycznej i obyczajowej po barwne sylwetki bohaterek.
Przede wszystkim doceniam prosty język literacki i szybką akcję. Dzięki temu książki są wartkie i proste w odbiorze, no i oczywiście takie, nasze polskie.
Sięgając po tą sagę mam wrażenie jakbym była tam blisko nich i z dystansu podglądała ich życie.
I choć czasem nie mam czasu na czytanie to i tak zerknę, choćby w jeden rozdział z nie ukrywaną ciekawością: co tam dzisiaj u Winnych?


Kiedy macie już dość skomplikowanych akcji i ciężkich tematów, albo po prostu jesteście przeczytani książkowo tak jak ja ostatnio byłam, to sięgnijcie po tą sagę.
Czas z rodziną Winnych, choć czasem brutalny, czasem słodki jak to życie niesie, pozwoli Wam oderwać się od dnia codziennego.
Polecam:))


Wzór pochodzi z gazety Sabrina Robótki extra nr 4/2013




wtorek, 21 czerwca 2016

Tam, gdzie Wsła ma swój początek...

...u podnóży Baraniej Góry, a dokładnie w miejscu gdzie mieszają się trzy potoki:Wisełka Biała, Czarna i Malinka zaczyna swój bieg rzeka Wisła.
I tam właśnie postanowiliśmy zacząć nasz marsz na sam szczyt Baraniej Góry.
Wejście  to ok. 3,5 godziny marszu w jedną stronę.
Szlaków na szczyt jest wiele.
Wybraliśmy szlak czarny i czerwony.
Do miejsca startowego dojechaliśmy drogą, która prowadzi przez Wisłę w stronę pałacyku prezydenckiego.
Mijając Jezioro Czerniańskie, jedziemy do końca na parking. Dalej zaczyna się już rezerwat przyrody i dolina Czarnej Wisełki, która prowadzi do schroniska.
Jest to bardzo łagodny asfaltowy odcinek, przystosowany również dla rowerów.
W schronisku czekają na nas przepyszne kołacze, które motywują do zdobycia dalszej trasy.
Dalej szlakiem czerwonym, już kamienistym idziemy na sam szczyt Baraniej Góry, gdzie można podziwiać piękne widoku Beskidu Śląskiego.



Kaskady wody towarzyszą nam w z dłuż całego czarnego szlaku.
Uwielbiam górskie potoki. Mają w sobie coś co  mnie hipnotyzuje.
Mogłabym wpatrywać się w nie bez końca, a szczególnie w wodospady.
Potok łączy się z Białą Wisełką w Jeziorze Czerniańskim, a po przyjęciu wód Malinki przyjmuje nazwę Wisła.



Zdjęć mam na pstrykanych od groma.
Nie chcę nikogo zanudzać, więc postarałam się to w minimalny sposób streścić.
A więc: na szlaku


Widok ze szczytu Baraniej
Widoczność była średnia, a może to po prostu mój aparat jest za słaby(?)
Ale chmury były piękne:)


Takich miejsc w okolicy jest mnóstwo.
Najdziwniejsze jest dla mnie to, że ja już tu byłam.
W prawdzie były to czasy gdy do grona młodzieży się zaliczałam i może w tedy inne priorytety były ważniejsze...niż piękno przyrody(?)
W każdym razie zachęcam do zwiedzenia Wisły i okolic.
Następnym razem musimy przejść Dolinę Białej Wisełki i zaliczyć inne górki i pagórki:))
Pozdrawiam:))Ewa



środa, 1 czerwca 2016

/WDiC 52/


Witam Was na mojej stronce:))

Uff...po trzech tygodniach nieobecności na WDiC w końcu się zmobilizowałam i jestem.
Niestety przez ostatni czas byłam-dalej jestem zabsorbowana moim remontem łazienki.
Trochę dziergam, bo to mnie uspokaja, ale ze skupieniem się na czytaniu gorzej.
A tu książek z biblioteki przybywa. Niestety muszę je oddać, nie dam rady wszystkich przeczytać.

Kto przeszedł remont łazienki to wie z jakim bałaganem to się wiąże.
Dla mnie kompletny CHAOS!!!
Jedynie co mnie cieszy to ucieczka z domu w plener natury, byle dalej od tego pyłu i walających się przedmiotów.
Gubię się we własnym domu.
Pogoda dopisuje, więc co rusz to gdzieś wyjeżdżamy. Najlepiej w góry, na zieloną trawkę:)
W długi weekend byliśmy w Pieninach, a tydzień temu na Javorowym

Zdjęcie poniżej to Masyw Trzech Koron i jej mieszkanki:))Tak były zaabsorbowane przeżuwaniem, że nawet nie chciały spojrzeć w obiektyw aparatu:)


Promocje na Dropsa dalej trwają, więc zakupiłam Alpacę i  na drutach powoli przybywają oczka swetra.
Aby za bardzo nie kombinować to robię go prostym wzorem, który już kiedyś dziergałam.
Zmienię tylko fason.


Przez ostatnie trzy tygodnie przewinęło się parę książek. Niestety żadna nie przypadła mi do gustu, więc po prostu dałam sobie spokój tylko na jakiś czas.
Parę dni temu sięgnęłam po znaną mi autorkę Charlotte Link .
Na razie nie mogę podzielić się moimi wrażeniami z książki, dopiero zaczęłam ją czytać.
"Złudzenie" to najnowsza pozycja na rynku czytelniczym tejże autorki.
Polecam inne  tytuły. Nie które są na prawdę dobre np. "Dom sióstr"  



wtorek, 31 maja 2016

Masyw Trzech Koron


Sromowce Niżne, idealna  miejscowość wypadowa w góry i nie tylko.
Ta malownicza wieś położona jest w Pieninach w dolinie Dunajca.
Przyciąga miłośników szlaków górskich i tych, którzy cenią sobie ciszę i uwielbiają spacery.
Jedną z  atrakcji jest spływ Dunajcem w stronę Szczawnicy i powrót wzdłuż rzeki,
Deptak z malowniczymi widokami na skały prowadzi nas stroną Słowacką do Sromowic Niżnych.
Dla bardziej wytrwałych pozostają szlaki górskie.
Na szczyt Trzech Koron można wejść szlakiem żółtym lub zielonym, dalej szczyt Sokolnicy z pięknym widokiem na Pieniny i dolinę Dunajca.



Masyw Trzech Koron
Widok z mostu łączącego Polskę ze Słowacją


Widoki z Sokolnicy na dolinę Dunajca


Siła skał i promienie słoneczne...:)


Charakterystyczna sosna, która rośnie na szczycie Sokolnicy

Nasza Figa w tratwie flisackiej spływem Dunaju 


A tu mamy piękny Wąwóz Homole w miejscowości Jaworki koło Szczawnicy


 Homole z siostrą Dagmarą


Miejsca,  które pokazałam to nie wszystkie jakie można zobaczyć.
Jest jeszcze zamek w Niedzicy i zalew. Byliśmy tam dwa lata temu (tu)

Pobyt nasz trwał cztery dni i był bardzo udany.
Jak kiedyś będziecie mieć okazję przyjechać w to piękne miejsce to polecam.


Pozdrawiam:))Ewa

poniedziałek, 23 maja 2016

Javorový Vrch

Czy kondycji stan wzorowy (?) prawdę powie Javorovy:)

Chyba nie tak źle z naszą koedycją skoro szczyt zaliczony.
Wyprawa była przednia, na cztery samochody.
Grupa zorganizowana: liderka grupy czyli moja siostra, podążający za nią mąż, wyprzedzające nas dzieci i psy, oraz para kochających się małżonków.
 A korowód zamykają dwie astmatyczki (w tym ja) i asekurujący nas nasi panowie. Jak by co to jest komu podać inhalator rozkurczowy:)) pierwsza pomoc zawsze na miejscu:))
Jest jeszcze Jacek, dżentelmen dający odczuć, że nigdy nie jesteś ostatnia i na pewno dasz radę.
Spełniał funkcje motywującą:))
Z taką ekipą można maszerować :-)

Trasa zaczyna się dość niewinnie.
Hop... przez mostek i  dalej wzdłuż malowniczego górskiego strumienia. 


 Niestety im dalej tym stromiej się robi


 Piękne widoki rekompensują wysiłek


 Nie siedzimy, to dopiero początek a gdzie do 1032m.n.p.m


 Pierwszy przystanek, co nie którzy muszą się bardziej dotlenić ;((



Nawet młodzież przygasła


Idziemy dalej...



Hura...!!! Już prawie na szczycie


Widok z samego szczytu góry


A tu już nagroda...huśtawka, piękny krajobraz przed nami, zimny browar i my dwie siostry.
Widok z drugiej strony to część naszej pieszej wycieczki.


Piękne widoki dla których jest warto się wdrapać na szczyt Jaworowego.






Samo schronisko bardzo zadbane, czyste z miejscami noclegowymi.
Bardzo dobra, nie droga kuchnia . Tym razem oprócz czosnkóli , jedliśmy haluski z bryndzą i skwarkami...pycha.
Dla mniej wytrwałych w zdobywaniu szczytów jest wyciąg krzesełkowy.
Pięknie tam jest i na pewno jeszcze tam wrócę:))

środa, 11 maja 2016

/WDiC 51/ Serwetek ciąg dalszy

Robótkowo to dziś nic nowego się nie dzierga.
Tak jak tydzień temu dalej serwetki na szydełku.
Lekko się na nie zafiksowałam, i tworzę przeróżne wariacje kolorystyczne.
Stwierdziłam, że mam za dużo nie potrzebnego kordonka, który mi zalega gdzieś po kontach, więc go wyrobię.
A co: od przybytku głowa nie boli:) Obdaruję tymi serwetkami całą rodzinę
Dzisiaj czekoladowo-oliwkowe, będą pasowały do mebli mojej siostry.
Może to przeczytana książka mnie natchnęła do tych podarunków :-)



Nie tak dawno było głośno o filmie Kingi Dębskiej pt. "Moje córki krowy"
Choć bardzo chciałam obejrzeć ten film to niestety gdzieś mi umknął i do tej pory nie miałam okazji go zobaczyć.
Ale przeczytałam książkę i muszę koniecznie zobaczyć ekranizację.
Książka pozwoliła mi się momentami zatrzymać i przemyśleć pewne sprawy. I to jest ogromny plus literatury.
A film (?) Kiedyś na pewno obejrzę, choćby tylko dla obsady i porównania.
Uwielbiam Kuleszę.

ZWIASTUN FILMU


ZWIASTUN FILMU


Sięgając po tę książkę nie za bardzo wiedziałam czego mam się spodziewać.
Bardziej chyba jakiejś lekkiej babskiej literatury, czy też może sarkastyczno-ironicznej komedii.
A tu proszę: pisana prostym, zwięzłym językiem.
Bez patosu opisane niezbyt dobre relacje dwóch sióstr zmagających się  z sobą i na wzajem,  z trudnym momentem w ich życiu. Los przyniósł im chorobę, cierpienie i śmierć rodzica.
W tym trudnym czasie widać jak bardzo siostry różnią  się od siebie i przez to tak bardzo się nie lubią.
Opowieść przedstawiona jest na przemiennie z punktu widzenia obu sióstr. Daje nam to efekt lepszego poznania obu postaci i lepszej konfrontacji tych bohaterek,
Pani Kindze Dębskiej udało się napisać  niesamowitą bombę emocjonalną.
Po przeczytaniu, a może przede wszystkim w trakcie nasuwały mi się przeróżne życiowe przemyślenia. I chyba o to autorce chodziło.
Polecam:))Ewa


wtorek, 10 maja 2016

Syrop z sosny

Wiadomo już od wieków, że to co z natury wyciągniemy to najzdrowsze dla naszego zdrowia i urody.
Co roku staram się zrobić syrop z pędów sosny i uważam go za bardzo przydatny, szczególnie jesieniom przy pierwszych przeziębieniach lub jako dodatek do naleśników, budyniu i kto co tam wymyśli. Rodzina moja go uwielbia


Pędy zbieramy w maju, najlepiej suche i z dala od drogi.
Najlepsze są te z lasu. Leśnicy oczywiście nie kochają zbieraczy, więc trzeba być ostrożnym.
Prawda jest taka, że umiejętne zbieranie nie dewastuje całego drzewa.
Przede wszystkim nie łamiemy drzewek!
Nie obrywamy wszystkich pędów z jednej sosny.
Rwiemy tylko boczne.


Jak przygotowuję ?
Przede wszystkim pędy muszą byś suche.
Przebieram je z nie potrzebnych igieł, tudzież przypadkowych robaczków, które nie fortunnie przybrały się z nami do domu.
Pędy łamię i układam do dużego słoja, zasypuję cukrem w proporcjach 1:1
Ktoś może mi zarzucić: znowu to nie takie zdrowe skoro tyle białego cukru.
Ale przecież nie pijemy syropu szklankami, a w tych aptecznych też jest cukier.


Zazwyczaj zbieram ok. jednego kg. Tyle też daję cukru.
Słój stawiam w słoneczne miejsce na ok. trzy-cztery tygodnie.
Raz na dobę słój powinien być potrząsany żeby cukier się rozpuścił.
Wyprodukowany złoty płyn uszlachetniam dwoma łyżkami spirytusu i przelewam do małych szklanych, wyparzonych butelek, najlepiej po sokach.
Nie pasteryzuję. Cukier i odrobina alkoholu wystarczająco konserwuje syrop.




środa, 4 maja 2016

Czekoladowe serwetki

WDiC .....to już pięćdziesiąty raz jestem z Wami  :)))

Dla odpoczynku od dużych robótek wzięłam się za małe serwetki pod filiżanki.
Zawsze w domu ich mało, a przydatność ogromna.
Bardzo wdzięczny wzór do szydełkowania i w łączeniu kolorów obowiązuje dowolna fantazja.
Wybrałam kolor czekoladowy, bo taki najbardziej pasuje na mój stolik kawowy.







Czytam  w dalszym ciągu "Burzę piaskową" James Rollins  z cyklu: Sigma
Jest to książka dla tych którzy lubią przygody z nutką sensacji i tajemnicy.
Pomimo, że książka napisana jest  w dobrym stylu to jednak gatunek nie do końca przemawia do mojej wyobraźni.
Jednak nie odłożyłam jej na półkę, jak często mi się to zdarza. Jestem już na ostatnich kartkach, więc mogę powiedzieć, że to powieść  z tych lekkich i przyjemnych. 
Dla mnie całkowita odmiana pod względem gatunku. 

Pozdrawiam:))Ewa